Październikowy deszcz. Opowiadanie o ciepłej izbie i kasztanowych ludzikach.

Deszcz bębnił o liście paproci od samego świtu. Las z Mchu i Paproci utonął w gęstej, mlecznej mgle, która leniwie przetaczała się między pniami dębów. Gryma siedziała przy kuchennym stole, owinięta wełnianym, rudym kocem. Czekała, aż woda w miedzianym czajniku wreszcie zacznie mrugać i głośno bulgotać. Jesienny chłód potrafił wkraść się pod kości, nawet gdy w piecu wesoło trzaskał ogień.

Nagle ktoś zastukał.

Gdy otworzyła, na ganku stał Grum. Na głowie miał wielki liść łopianu, z którego strużkami spływała woda. Spod liścia błyszczały tylko jego wesołe oczy i czerwony od chłodu nos. W dłoniach trzymał ciężki kosz.

– Nazbierałem, zanim rozpadało się na dobre – mruknął skrzat, wchodząc do środka i zdejmując z głowy liść.

Kosz był pełen świeżych, lśniących kasztanów i gładkich żołędzi. Pachniały mokrą ziemią i lasem. Gryma natychmiast odebrała od niego bagaż, a Grum usiadł przy piecu, zdejmując przemoczone buty. W izbie od razu zrobiło się jakoś raźniej.

Po chwili na stole wylądowała deska do krojenia, mały szewski nożyk Gruma i pęk suchych, sosnowych patyczków. Skrzat rozłożył kasztany na blacie. Gryma postawiła obok dwa gliniane kubki pełne gorącego naparu z leśnych jabłek i wyciągnęła z szafki słoik ze słodkimi powidłami.

Siedzieli naprzeciwko siebie, gawędząc. Grum zręcznie dziurawił twarde łupiny kasztanów i wciskał w nie patyczki, tworząc małe rączki i nóżki. Gryma dopasowywała im czapeczki z żołędziowych miseczek. Słychać było rytmiczne skrobanie nożyka, trzaskanie drewna w piecu i miarowe bębnienie kropel o szyby.

Na środku stołu, tuż obok talerzyka z powidłami, powoli rosła mała armia kasztanowych ludzików. Jeden miał krzywą nogę, inny czapeczkę zsuniętą zawadiacko na bok.

Grum spojrzał na swoje dzieło, a potem na Grymę i uśmiechnął się szeroko. Wyciągnął rękę, wziął jedno z ciastek, które Gryma upiekła poprzedniego dnia, i zanurzył je w powidłach.

Na stole powoli rośnie mała armia kasztanowych figurek, a w izbie pachnie słodkimi powidłami. Zajrzyj do świata Gruma i Grymy i poczuj jesienny spokój.

– Dobry ten dzisiejszy deszcz- mruknął z pełnymi ustami, patrząc na ciepły blask świecy, który odbijał się w gładkich brzuchach kasztanowych figurek.

Gryma przytaknęła głową, dolewając mu gorącego naparu do kubka. Za oknem mogło sobie padać i szumieć aż do rana.

Bliskie ujęcie w ciepłym oświetleniu: starsza kobieta-skrzat (Gryma) z uśmiechem nalewa parujący napar z miedzianego czajnika prosto do glinianego kubka trzymanego przez brodatego skrzata (Gruma). Na drewnianym stole płonie świeca, a w tle widać okrągłe okno i deszczowy las.

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿

4 myśli na temat “Październikowy deszcz. Opowiadanie o ciepłej izbie i kasztanowych ludzikach.”

Dodaj własny

  1. W takim towarzystwie i atmosferze to może sobie padać i padać, na zewnątrz zimno i mokro, a w domku ciepło, sucho i przytulnie, uwielbiam te ciepłe opowieści i milutkie skrzaty, które nawet w najgorszą pogodę potrafią zachować dobry humor, znaleźć ciekawe zajęcie i świetnie się przy tym bawić, i oczywiście zawsze znajdzie się pod ręką jakiś smakołyk na jeszcze lepszy nastrój🥰😘🌰🍪🍵🔥❤️❤️❤️❤️💖✨️🌳🌿🍃🍂🍁

    1. Wiem, że to tylko opowieści, ale czasami, kiedy je piszę, sama sobie zadaję pytanie, czy tak się właśnie nie da żyć – prosto, zwyczajnie, z radością i czując szczęście z małych rzeczy. To czasami tak trudne, prawda?

  2. Niestety czasami to bardzo trudne. Praca i związane z nię konsekwencje. Nie chciane spotkania. Niezamierzone zdarzenia. Nie zawsze udaje się zapanować nad sobą.

    Dlatego tak bardzo ważne są odskocznię, ucieczka do lasu tego realnego, albo tworzonego przez Ciebie, by nie zapomnieć co w życiu jest ważne. Czasami odskocznią jest Bóg, a czasami brązowy połyskujący kasztan. Dobrze, że tam jesteś

  3. Popatrz nawet tworzę nie istniejące słowa. Skąd mi się wzięły „nie chciane” nie wiem. Myśę jednak, że rozumiesz.

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej