Wiedźma z Mrocznej Puszczy – saga o Eladriel, część 2

Gościnnie Autorka: Danutka Nutka

Minęło kilka dni od wydarzeń pod starym dębem, gdy do okna domu na drzewie zapukała sowa Syrla. Ptak usiadł na parapecie i wyciągnął nogę, do której przywiązany był niewielki zwój.


Lioriel rozpoznała pieczęć natychmiast. Przedstawiała splecione korzenie i liście pradawnego drzewa.
Rozwinęła list.

„Przybądź do Mrocznej Puszczy. Nadszedł czas, abyś poznała prawdę o portalach i cieniu ukrytym pod dębem. Eladriel.”


Lioriel przeczytała wiadomość jeszcze raz. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.


Eladriel nie była dla niej jedynie legendarną wiedźmą, o której opowiadano przy wieczornych ogniskach. Była jej babką. To właśnie ona wychowała Lioriel i jej siostry po śmierci rodziców, ucząc ją miłości do lasu, szacunku dla każdej żywej istoty i pierwszych tajników magii natury.


Wśród elfów imię Eladriel wymawiano z ogromnym szacunkiem. Mówiono, że pamięta czasy narodzin pierwszych lasów. Nikt nie znał jej prawdziwego wieku, lecz większość wierzyła, że jest najstarszą żyjącą wiedźmą elfów i strażniczką wiedzy, której nie zapisano w żadnej księdze.

Jeśli Eladriel wzywała, należało odpowiedzieć.

Jeszcze tego samego dnia Lioriel otworzyła portal. Wir zielonej energii rozdarł powietrze i po chwili elfka stanęła na skraju Mrocznej Puszczy. Dalej musiała iść pieszo.

Las był cichy. Nie śpiewały ptaki, a potężne drzewa zasłaniały niebo, splatając korony niczym sklepienie pradawnej świątyni. Powietrze pachniało wilgocią i żywicą, a każdy krok zdawał się odbijać echem między wiekowymi pniami.



Po długim marszu dotarła na niewielką polanę. Pośrodku stała chatka opleciona korzeniami. Wyglądała tak, jakby wyrosła z ziemi razem z otaczającymi ją drzewami.
Drzwi otworzyły się powoli.


Na progu stała wysoka elfka o idealnie prostej sylwetce. Długie, śnieżnobiałe włosy spływały na zielony płaszcz wyszywany srebrnymi runami, które delikatnie lśniły w półmroku. W dłoni trzymała laskę z pradawnego drewna zakończoną mlecznobiałym kryształem, wewnątrz którego migotało spokojne światło.

Jej oczy miały barwę czystej wody – jasnoniebieskie, przenikliwe i chłodne. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumieć, dlaczego budziła jednocześnie podziw i lęk.

Jednak gdy spojrzała na Lioriel, chłód w jej oczach zniknął.

– Witaj, moje dziecko.
– Babciu…


Lioriel podbiegła i mocno ją objęła. 
Eladriel odwzajemniła uścisk, a potem z czułością odsunęła kosmyk włosów wnuczki z jej twarzy.

– Dobrze cię widzieć. Las wiele mi o tobie opowiedział.

Lioriel uśmiechnęła się.

– Mnie również brakowało naszych rozmów.

Dopiero wtedy Eladriel zauważyła znak na jej nadgarstku. Symbol Drzewca.
Przez krótką chwilę w jasnoniebieskich oczach błysnęła duma.
Las bardzo rzadko obdarzał kogokolwiek takim znakiem.
Jeszcze rzadziej się mylił.

– Chodź – powiedziała spokojnie. – Mamy wiele do omówienia.

Przez następne dni Eladriel uczyła Lioriel dawnych tajemnic. Pokazywała runy ochronne, pieśni korzeni oraz sposoby wykrywania miejsc, w których granica między światami stawała się cienka.
Najważniejsza lekcja dotyczyła jednak portali.

Pewnego wieczoru zaprowadziła wnuczkę pod ogromny dąb o czarnym niczym noc pniu.

– Połóż dłoń na korze.

Lioriel wykonała polecenie. Natychmiast świat wokół niej zniknął.
Korzenie drzewa schodziły głęboko pod ziemię, a między nimi poruszała się żywa ciemność. Falowała niczym gęsty dym i emanowała gniewem.
Lioriel poczuła lodowaty chłód.

– To właśnie tę obecność wyczułaś tamtego dnia pod starym dębem – odezwała się Eladriel.
– Więc to było prawdziwe…

– Tak to jest …. Cień pustki pierwotnej siły która nigdy nie pogodziła się z powstaniem życia. Niesie ciszę, zapomnienie, samotność, zanik, brak więzi.


Cień poruszył się. Przez chwilę Lioriel miała wrażenie, że z mroku spoglądają na nią dziesiątki świecących oczu.


– Pozostałość bardzo starego zła. Przed wiekami próbowało przedostać się do naszego świata.

– Czy nadal jest niebezpieczne?

– Jeśli ktoś otworzy odpowiedni portal… może się przebudzić.

Wizja zniknęła.

– Dlatego musisz nauczyć się zamykać przejścia między światami. Nie każde zło można pokonać mieczem.

Od tego dnia nauka stała się jeszcze trudniejsza. Lioriel uczyła się rozpoznawać ślady mrocznej energii, wzmacniać pieczęcie i zamykać szczeliny między wymiarami.

Kilka dni później do Mrocznej Puszczy przybyli kolejni goście. Earyn i Aarien.


Gdy dotarli na polanę, Eladriel czekała już przed chatą.

– Witajcie.
– Spodziewałaś się nas? – zapytał Aarien.

Na twarzy wiedźmy pojawił się delikatny uśmiech.

– Drzewa są bardzo rozmowne dla tych, którzy potrafią ich słuchać.

Wieczorem usiedli przy ognisku.
Eladriel wyjęła niewielkie pudełko z ciemnego drewna. W środku spoczywały dwa srebrne amulety w kształcie liścia oplecionego korzeniem.

– To talizmany dawnych strażników lasu.


Jeden podała Earynowi, drugi Aarienowi.

– Pomogą wam wyczuwać skażoną magię.
– W jaki sposób? – zapytał Earyn.
– Gdy zło będzie blisko, staną się ciepłe. Im większe zagrożenie, tym silniejsza będzie ich moc.

Aarien obracał amulet w dłoni.

– Czyli mamy zaufać magii drewna?
– Nie – odpowiedziała Eladriel. – Macie zaufać naturze.

Podczas rozmowy co jakiś czas spoglądała na Earyna. Nie potrzebowała wróżb ani zaklęć.
Widziała sposób, w jaki patrzył na Lioriel. Troskę, podziw i uczucie, którego sam jeszcze nie rozumiał.

Na ustach starej wiedźmy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

– Niektóre drzewa splatają korzenie głęboko pod ziemią, zanim ktokolwiek zauważy, że rosną obok siebie.

Loriel spojrzała na babkę z zaciekawieniem. Aarien uniósł brew. Earyn natomiast natychmiast spuścił wzrok.
Eladriel zauważyła to doskonale. Nic więcej jednak nie powiedziała. Niektóre rzeczy potrzebowały czasu. Tak jak młode drzewa, przeznaczenie, miłość.

Tej nocy Mroczna Puszcza była wyjątkowo spokojna.
Nad koronami drzew unosiła się srebrzysta poświata księżyca, a delikatny wiatr poruszał gałęziami starych dębów. Ognisko powoli dogasało, a młodzi strażnicy udali się na spoczynek.


Tylko Eladriel jeszcze nie spała.

Wyszła przed chatę i oparła dłoń o pień najstarszego drzewa na polanie. Przez chwilę stała w milczeniu, wsłuchując się w cichy szept korzeni.
Wiedziała, że ścieżki Lioriel, Earyna i Aariena właśnie zaczęły splatać się ze sobą na dobre. Przed nimi były próby, trudne wybory i tajemnice, które od wieków czekały na swoich odkrywców.

Cień wciąż pozostawał uwięziony głęboko pod korzeniami. Nie zniknął. Cierpliwie czekał na chwilę słabości, na źle otwarty portal lub serce, które zapomni o równowadze.
Eladriel uniosła wzrok ku gwieździstemu niebu.

– Las już wybrał swoich strażników – wyszeptała. – Teraz pozostaje mieć nadzieję, że będą gotowi, gdy nadejdzie ich czas.

Wiatr poruszył liśćmi, jakby sama puszcza odpowiedziała na jej słowa.

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej