W głębi Lasu z Mchu i Paproci, tam gdzie jagody rosną tak gęste i ciemne, że farbują palce na głęboki fiolet, mieszkał mały Skrzat.
Skrzat ten był niezwykle porządnym stworzeniem. Wszystko w jego małej norce pod korzeniami paproci miało swoje niezmienne miejsce – żołędzie leżały poukładane od największego do najmniejszego, a zimowe zapasy suszonych grzybów były starannie poukładane według odcieni kapeluszy.
Jedna rzecz spędzała mu jednak sen z powiek: absolutny, niczym nieokiełznany brak ładu w całym lesie.
Niezmiernie go złościło, że słońce każdego dnia wstaje o odrobinę innej porze, ptaki zaczynają swoje koncerty, kiedy im się żywnie podoba, a kwiaty rozwijają pąki bez żadnego stałego porządku. Dla tak poukładanego Skrzata leśna natura była po prostu jednym wielkim, radosnym chaosem.
Wszystko zmieniło się w pewien mglisty dzień, gdy skrzat zbierał jagody przy ścieżce, którą czasem przemierzali ludzie. W trawie coś nagle błysnęło. Skrzat podszedł bliżej i aż sapnął z zachwytu. Znalazł prawdziwy, ludzki zegarek kieszonkowy. Był zrobiony ze starego, trochę zardzewiałego mosiądzu i miał piękną białą tarczę z czarnymi cyframi. I co najważniejsze – miarowo, bezbłędnie tykał: tik-tak, tik-tak, tik-tak.
Dla Skrzata to było jak objawienie. Cudowna, mechaniczna doskonałość!
– Koniec z tym lenistwem! – ogłosił dumnie wieczorem, stając na polanie przed leśnymi stworzeniami i wyciągając wysoko w górę mosiężną tarczę. – Od jutra wprowadzamy prawdziwy porządek. Koniec z budzeniem się „wtedy, gdy zacznie świtać”. Od teraz pobudka jest dokładnie o szóstej rano! Śniadanie o siódmej, zbieranie porannej rosy do ósmej, a wieczorny spoczynek równo o dziewiętnastej. Las zacznie wreszcie działać jak porządny, mądry mechanizm!
Z początku leśne stworzenia, trochę zdezorientowane, a trochę rozbawione uporem Skrzata, postanowiły spróbować. Skrzat biegał po zielonym mchu z głośnym dzwoneczkiem w dłoni, wołając od samego świtu:
– Już siódma! Dlaczego pszczoły jeszcze nie wylatują z uli? Spóźnienie!
Jednak leśna natura nie miała zamiaru słuchać tykania zardzewiałego budzika. Pierwszy kłopot przyszedł już trzeciego dnia.
Był chłodny, dżdżysty poranek. Zegarek wskazał godzinę ósmą – porę, w której według planu Skrzata pąki dzikich róż miały uroczyście otworzyć swoje płatki, by przyjąć pierwsze trzmiele. Skrzat stanął przed krzakiem róży, tupnął mocno nóżką i zażądał:
– No już, wybiła godzina! Rozkwitamy!
Pąki jednak pozostały ciasno zamknięte. Były zielone, twarde i skulone przed chłodną mgłą.

– No, dalej! Przecież zegarek nie kłamie, już czas! – denerwował się skrzat, delikatnie popychając palcami delikatne płatki, próbując je rozchylić na siłę. Ale uparty pączek ani drgnął. Co gorsza, trzmiele, które przyleciały na zawołanie Skrzata, krążyły teraz bezradnie w zimnym powietrzu, marznąc i tracąc siły, bo w kwiatach nie było jeszcze ani kropli słodkiego nektaru.
Południowe słońce, zamiast grzać dokładnie w wyznaczonym przez skrzata czasie, schowało się za wielką, deszczową chmurą. Cały misterny plan runął. Mrówki pogubiły się w rygorystycznie wyznaczonych godzinach pracy, ptaki zachrypły, próbując śpiewać na zawołanie w lodowatym zmierzchu, a zmęczone bezsensowną gonitwą leśne duszki po prostu usiadły na pniach i opuściły ręce.
Wieczorem, wykończony i podłamany Skrzat usiadł na starym, spróchniałym pniu. Wokół niego panowała nienaturalna, smutna cisza. Wyciągnął z kieszeni zardzewiały zegarek. Jego miarowe tik-tak brzmiało teraz jakoś obco, zimno i nieprzyjaźnie.
Wtedy obok niego usiadł stary szczur. Zwierzak popatrzył ciepłym wzrokiem na załamanego malca, pociągnął mocno nosem i wskazał łapką na ten sam krzak dzikiej róży, z którym skrzat walczył o poranku.
Mgła powoli opadała. Chmury rozstąpiły się, a spomiędzy drzew wyjrzały pierwsze, złote promienie zachodzącego słońca. I wtedy, w tym jednym krótkim momencie, gdy powietrze zrobiło się idealnie miękkie i ciepłe, pąki róż zaczęły powoli się otwierać. Bez pośpiechu, bez krzyku, bez patrzenia na mosiężną tarczę. Rozwinęły się, bo poczuły właściwy moment. Prawdziwe, słoneczne ciepło.
– Widzisz, mój mały przyjacielu? – powiedział cicho szczur – Ludzki zegarek potrafi zmierzyć czas, ale nie ma pojęcia o życiu. Las nie porusza się według kółek zębatych. Pąki rozwijają się wtedy, gdy są gotowe, a nie wtedy, gdy wybije godzina. Każde stworzenie, każdy liść i każdy kwiat ma swój własny, wewnętrzny czas. Nie potrzebujemy do tego mosiężnych pudełek.

Skrzat popatrzył na otwarte, pachnące płatki róż, z których uwalniał się najsłodszy, leśny zapach. Potem spojrzał na zegarek w swojej dłoni. Zrozumiał, że próbując zamknąć las w sztywnych ramach, o mało nie zabił tego, co w nim najcenniejsze – wolności i naturalnego rytmu.
Uśmiechnął się blado, schował ludzki zegarek głęboko na dno swojej drewnianej szuflady i postanowił, że od jutra znowu będzie budził się po prostu wtedy, gdy pierwszy, ciepły promień słońca załaskocze go w nos.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Nic, nigdy na siłę, a Bóg, albo Los śmieją się z naszych planów. Niemniej plan warto mieć i dopasować do toczących się obok nas wydarzeń😊🕷️🎻🦋🐌🍐🍂
W naturze wszystko ma swój czas,nic nie dzieje się według wcześniej wyznaczonego planu a tym bardziej na godziny. Ludzie są niewolnikami zegarków. Las jest miejscem wolnym i pięknym❤️❤️❤️Natury nie trzeba poprawiać 🌳spokojnego wieczoru🌌
Życie według zegarka ⌚sprawia, że skupiamy się na planach, przez co tracimy z oczu piękno otaczającego nas świata tak jak skrzat, który przez sztuczne ramy o mało nie zapomniał o zapachu dzikiej róży🌹. Prawdziwy spokój zyskujemy wtedy, gdy potrafimy odpuścić kontrolę i pozwolić rzeczom dziać się w ich własnym, naturalnym tempie.♥️🍂🌿💚
Bardzo lubię Twoje spostrzeżenia, Aniu 😘
Dokładnie tak, ja również zgadzam się z Panią Anią, wszystko, zwłaszcza w naturze ma swój czas i rytm, którego nie powinno się naruszać, dobrze, że Skrzat to zrozumiał i od razu wszystko wróciło na swoje tory, my też jesteśmy częścią natury, a jednak zamknęliśmy się w ramy zegarów, planów i tylko na tym cierpimy, ale cóż, taki jest ten nasz ludzki świat, możemy tylko czasem od niego spróbować uciec do naszego Lasu, by odetchnąć, dzięki za tę możliwość🙏🫶🙏😏🥹🥰❤️❤️❤️🌳🌲🌳🌿🌱🍃🍂✨️🌹