Seanne wstał tego ranka wyjątkowo wcześnie. Otulił się wełnianym płaszczem i zostawiając śpiącą córkę w domu, ruszył w stronę drewnianego pomostu, by sprawdzić stan lin przed nadchodzącym przypływem.
Mgła była bardzo gęsta. Tak to już było w miesiącu goan – wtedy często cały brzeg wydawał się jak odcięty od reszty świata. Jednak dziś mgła była lepka i miała dziwny zapach. Słodki, niczym suszone owoce i egzotyczne przyprawy z dalekich krain.

Seanne szedł powoli, bo chociaż znał każdy skrawek drogi, czuł niepokój. Minął ostatnią chatę w osadzie i wyszedł na plażę. Wtedy mgła się rozstąpiła, odsłaniając widok na zatokę.
Stary elf zamarł.
Tuż za pomostem zaczynało się dobre pół jara piaszczystej mielizny, o której wiedział każdy rybak w osadzie. Wszyscy ją omijali. Gdy do portu wpływał jakiś kupiecki galeon, Strażnik Przystani prowadził go znakami z ognia od drugiej strony, gdzie wody pod kilem było na tyle dużo, że podróż była całkowicie bezpieczna.
Teraz na mieliźnie, lekko przechylony na burtę, spoczywał wielki żaglowiec. Był niezwykły. Choć jego płócienne żagle wisiały w strzępach, porwane przez nieznane wiatry, z tej odległości sam kadłub wydawał się nienaruszony. Ciemne deski wyglądały tak, jakby dopiero co opuściły warsztat szkutnika.
Seanne zszedł na koniec pomostu, gdzie przycumowana była jego mała, wysłużona łódź rybacka. Odwiązał grubą linę od palika i wsiadł do środka.
Miarowy, miękki plusk wioseł uderzających o wodę był teraz jedynym dźwiękiem w całej zatoce. Łódka sunęła gładko, zostawiając za sobą spienione warkocze. Z każdym pociągnięciem ramion potężny żaglowiec rósł w oczach.
W końcu wiosło zaszorowało o piasek na dnie i wysoki kadłub całkowicie zasłonił poranne słońce.
Gdy łódka z głuchym stęknięciem oparła się o mokry bok kolosa, Seanne odłożył wiosła. Spojrzał w górę. Burty były niezwykle wysokie – tak wysokie, jakich jeszcze nigdy nie widział. Z tej perspektywy statek wydawał się jeszcze potężniejszy – jego ściana wznosiła się niczym klif.
Galeon kołysał się cicho na płytkiej wodzie. Poza skrzypieniem desek nic nie było słychać. Żadnego nawoływania załogi, stukania naczyń w kambuzie ani kroków straży.
Wstał ostrożnie, balansując na kołyszącym się dnie, i wyciągnął przed siebie dłoń. Dotknął mokrego drewna.

To nie był zwykły statek. W zasięgu wzroku Seanne nie znalazł ani nazwy, ani bandery.
Skąd przypłynął ten nieznajomy wędrowiec i – co najważniejsze – gdzie podziała się cała jego załoga?
c.d.n.
Druga część tej opowieści:
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
No proszę kolejna morska tajemnica. Statek widmo👻
Mamy kolejną ciekawą i bardzo tajemniczą opowieść o bezzałogowym statku z … ?
Wybrzeże Mgieł co rusz odkrywa kolejną ze swych tajemnic, ciekawe, co przyniesie dalsza część opowieści🤔🧭✨️❤️❤️❤️
Morze, może nawet bardziej bajkowe niż Las. Bardziej niedostępne tym bardziej tajemnicze. Może nie tak kolorowe jak las. Tu zanużamy się w szmaragdowy i szafirach, w Lesie w zieleni. Niech się toczy, kręci i wyciąga te dobre emocje.