Kiedy olbrzym Hektor milczał przez pełne siedem dni, w Lesie z Mchu i Paproci zaczęło robić się nieswojo. Zazwyczaj jego obecność była czymś tak oczywistym jak poranna mgła nad rzeką. Nawet gdy Hektor zaszywał się wysoko w górach, dół doliny stale wibrował od jego niskiego, basowego mruczenia – olbrzym miał bowiem nawyk nucenia dawnych biesiadnych ballad, co mieszkańcy niższych partii lasu traktowali jak przyjemny, uspokajający pomruk burzy.
Teraz jednak nastała cisza. Głęboka, nienaturalna i, szczerze mówiąc, odrobinę niepokojąca.
– Mówię wam, na pewno wbił sobie w piętę kolejny pień starego dębu i wstydzi się zejść – perorował doktor Ambroży Pukawka, poprawiając na nosie okulary i energicznie wymachując swoim podróżnym kijem. – Ostatnim razem wyciągałem mu drzazgę wielkości sporych rozmiarów kajaka. Olbrzymy mają grubą skórę, ale dumę jeszcze grubszą!
Ambroży, choć gderliwy, jako pierwszy spakował swoje aptekarskie maści. Towarzyszyli mu Earyn i Aarien – obaj zdecydowanie bardziej powściągliwi w słowach, za to bacznie obserwujący ścieżkę prowadzącą w wyższe partie gór. Droga na najwyższy szczyt nie należała do łatwych, zwłaszcza gdy szło się w towarzystwie doktora, który potrafił narzekać na jakość ściółki, stromiznę podejścia i brak porządnej porannej herbaty, wszystko w jednym zdaniu.
Wędrówka zajęła im kilka długich godzin. Im wyżej się wspinali, tym rzadsze stawały się drzewa, ustępując miejsca surowym, smaganym przez wiatr skałom. Świerszcze dawno ucichły, a powietrze pachniało już chłodem nadchodzącej jesieni i bliskim oceanem.
W końcu wyszli na sam wierzchołek. I wtedy go zobaczyli.

Hektor, olbrzym wyższy niż największe leśne świerki, siedział na samej krawędzi urwiska. Wyglądał stamtąd jak porośnięty mchem głaz, wtopiony w górski krajobraz. Miał podkurczone kolana, wokół których plotły się chmury, a jego wielkie, mądre oczy były utkwione w sinej, falującej w oddali linii oceanu. Nawet nie drgnął na dźwięk ich kroków.
– Hektorze! Na litość boską, uszy mi odpadają od tej twojej ciszy! – zawołał Ambroży, podchodząc na tyle blisko, na ile pozwalał zdrowy rozsądek i zasięg ewentualnego drgnięcia olbrzymiej stopy.
Hektor westchnął. To jedno westchnienie oderwało od skały niewielką lawinę kamyków i zmusiło Earyna do złapania lecącego z wiatrem kapelusza. Olbrzym powoli odwrócił głowę, spoglądając na trójkę przybyszów z góry z taką miną, jakby przyłapano go na czymś skrajnie niestosownym.
– Ach… to wy – odezwał się Hektor, a jego głos, choć cichy jak na olbrzyma, i tak zatrząsł ziemią pod ich butami. – Przepraszam. Nie chciałem was martwić. Po prostu… patrzę.
Zaczęły się długie, cierpliwe namowy. Aarien podszedł bliżej, opierając dłoń o wielki palec Hektora, a Earyn usiadł na pobliskim kamieniu, dając olbrzymowi przestrzeń i czas. Nawet Ambroży przestał na chwilę mówić, choć ostentacyjnie sprawdzał tętno na własnym nadgarstku, sugerując, że ta wspinaczka omal go nie zabiła.
W końcu, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, malując niebo na purpurowo, Hektor opuścił wielkie ramiona.
– Chodzi o to… – zaczął nieśmiało olbrzym, skubiąc palcami kępę kosodrzewiny, która w jego dłoni wyglądała jak listek pietruszki. – Że na tym świecie wszystko ma swoją parę. Wiewiórki mają inne wiewiórki. Elfy mają elfy. Nawet sowa Syrla ma swoje zrzędzenie. A ja? Spójrzcie na mnie. Jestem wyższy niż las. Kiedy mówię, wszyscy uciekają, bo myślą, że idzie burza. Kiedy śpiewam, krowy w dolinie przestają dawać mleko. Poczułem się… samotny. Tak po prostu.
Na szczycie zapadła głęboka cisza, przerywana jedynie szumem wiatru od morza. Wyznanie Hektora zawisło między nimi, ciężkie i prawdziwe.
Panowie spojrzeli po sobie. Gderliwość Ambrożego wyparowała w mgnieniu oka, zastąpiona przez intensywne myślenie, które aż marszczyło mu czoło. Earyn i Aarien wymienili szybkie, porozumiewawcze spojrzenia. Sprawa była poważna. Jak sprawić, by olbrzym o wielkości kilkunastu pięter przestał czuć się sam jak palec na tym świecie?

Ambroży podrapał się po brodzie, usiadł na pniu i wyciągnął swój notes.
– No dobrze, panowie – mruknął lekarz, rozglądając się po towarzyszach. – Mamy olbrzymi problem. I to dosłownie. Musimy coś wymyślić, zanim ten wielkolud swoim smutkiem sprowadzi nam tu wcześniejszą zimę. Jakieś pomysły?
Jeśli masz, drogi Czytelniku, jakiś pomysł – jak pomóc Hektorowi, napisz śmiało w komentarzu!
Zdecyduję później, jak potoczy się dalej ta opowieść 😊
Drugą część tej opowieści przeczytasz tutaj:
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Faktycznie Hektor bardzo posmutniał i mimo jego olbrzymich rozmiarów i grubej skóry wydaje się być bardzo wrażliwy, ale z pomocą doktora w mig dojdzie do Siebie. Jako ,że brakuje mu towarzystwa proponowałabym zwierzę podobnych gabarytów i pomyślałam sobie ,może jakiś słonik, albo hipcio☺️😘🌿 Dobrej nocy leśna gromado🍂💓
Droga Anno! 🌿Masz całkowitą rację – Hektor to niezwykle wrażliwa dusza i ta jego cisza bardzo nas wszystkich poruszyła. Ale z doktorem Ambrożym na pokładzie nie ma sytuacji bez wyjścia! Twój pomysł z dużym zwierzęcym towarzyszem jest genialny! Już wyobrażam sobie minę Ambrożego, który musiałby wypisać receptę na sprowadzenie i karmienie takiego słonika lub hipcia na Wybrzeżu Mgieł. Coś mi mówi, że to mogłoby wywołać spore zamieszanie w Lesie, a Hektor na sam ten widok odzyskałby uśmiech. Kto wie, może panowie wezmą Twoją radę głęboko do serca w drugiej części opowieści?
Ciekaw jestem skąd pochodzi Hektor. Może tam znalazłby towarzyszkę. Musiałby jednak najpierw zbaleźć jakieś miejsce w górach, gdzie czuli by się razem swobodnie. Do tego stanowili by doskonałą ariergardę dla lasu i jego mieszkańców.
Jutro przypomnę, skąd pochodzi Hektor 😘
Biedny Hektor. Smutno być samemu każdy z nas potrzebuje przyjaciela, ciężko się żyje samemu. Mój syn mi podpowiada że King Kong był by dobrym towarzyszem🤣🤣🤣🤣. Ja jednak uważam że bardziej przydał by mu się olbrzymi przyjaciel albo przyjaciółka 😊spokojnego wieczoru do zobaczenia jutro.
Hektor pochodzi z gwiazd 🌌 była o tym baśń ❤️
Właśnie! ale została na starym blogu – jutro ją tutaj zapiszę 😊🌿
świetna opowieść o przyjaźni 🙂
Hektor to wielki wrażliwiec, ale z takimi przyjaciółmi u boku, jak doktor Ambroży, Earyn i Aarien (oraz z całą naszą leśną gromadą, która podsunęła genialne pomysły), nawet najtrudniejsza droga staje się bezpieczniejsza.