Etta właśnie odkładała do glinianego dzbanka suszone liście lipy, gdy Sylwion z impetem pchnął drzwi izby. Był tak zasapany, że musiał przysiąść na chwilę, zanim się odezwał.
– Etto! – wydusił z siebie w końcu, gdy złapał trochę tchu. – Widziałem Thalendira. Na północnym trakcie. Miał na sobie ten swój stary, wełniany płaszcz, podróżną torbę i opierał się na sękatym kiju. Szedł raźno, jakby ubyło mu ze sto lat!
Etta zamarła z dłonią nad koszykiem.
– Jak to na północ? – zapytała zaskoczona, podchodząc do męża i podając mu kubek z ciepłym napojem. – Przecież wieczory są już lodowate, a jego stare kości kiepsko znoszą ziąb. Rozmawiałeś z nim, Sylwionie?
– Zawołałem za nim. Zapytałem, dokąd niesie go o tej porze roku – opowiadał starszy elf. – Zatrzymał się, spojrzał na mnie tym swoim spokojnym wzrokiem, uśmiechnął się i rzekł tylko: „Muszę ratować Las” – i odszedł w mgłę. O nic więcej nie dało się spytać.

Wieść o nagłym odejściu mistrza lotem błyskawicy obiegła całą leśną osadę. Jeszcze tego samego wieczoru Dom pod Wiązami po brzegi wypełnił się zmartwionymi mieszkańcami doliny. W powietrzu unosił się zapach parzonej przez Ettę lipy, ale gorący napar nie potrafił rozgonić chłodu, jaki wkradł się w ich serca.
Wszyscy zachodzili w głowę, przed czym Thalendir miałby ratować ich dom. I jak on – choć pełen mądrości, to przecież stary i słaby fizycznie – poradzi sobie na surowym, północnym trakcie, gdzie ranki przynosiły już siwy szron.
Etta położyła dłoń na ramieniu siedzącego męża, a on czule ją pogładził, szukając w tym geście oparcia, tak jak robili to od stuleci.
– „Nie mierz nowej drogi strachem z poprzedniej” – przypomniała cicho Etta, cytując słynne słowa Thalendira. – Pamiętasz, Sylwionie? Skoro mistrz uznał, że musi iść, to znaczy, że Las naprawdę go potrzebuje. I właśnie dlatego nie możemy tak po prostu siedzieć i pozwolić mu zamarznąć na tym trakcie.
W izbie zapadła cisza. Słowa Etty zawisły w powietrzu, mieszając się z miodowym aromatem lipowego naparu. Wszyscy patrzyli po sobie, szukając w oczach sąsiadów jakiejś odpowiedzi, ale nikt nie potrafił rozwikłać zagadki nagłego odejścia mędrca.
Wtedy z kąta izby odezwał się stary leśnik Turus, który rzadko zabierał głos, ale las znał jak własną kieszeń.
– Coś jest nie tak z północnym wiatrem – rzekł cicho, obracając w palcach pusty gliniany kubek. – Od trzech dni nie przynosi zapachu żywicy ani wilgoci. Przynosi ciszę. Ptaki na północnych obrzeżach doliny przestały śpiewać, jakby na coś czekały.
Sylwion zmarszczył siwe brwi i spojrzał na okno. Za szybą mgła gęstniała z każdą minutą, otulając Dom pod Wiązami niczym biały, nieprzenikniony całun.
– Thalendir to poczuł – dodała cicho Etta, podchodząc do wielkiego, dębowego stołu. – Pamiętacie, co zawsze powtarzał? Że kiedy Las milknie, to znaczy, że zbiera siły do walki z ukrytym cieniem. Poszedł sprawdzić, co nam zagraża.
Aarien, który dotąd stał milcząco przy drzwiach, postąpił krok naprzód.

– Jeśli wiatr stracił głos, to znaczy, że na północnym trakcie dzieje się coś, czego nie potrafimy jeszcze pojąć – powiedział z powagą. – Mistrz ma mądrość, ale na surowym szlaku samemu trudno przetrwać lodowatą noc. Mgła na torfowiskach potrafi zwieść nawet najstarsze elfy.
Sylwion wstał z ławy. Przemęczenie nagle zniknęło z jego twarzy, ustępując miejsca twardej determinacji. Spojrzał na żonę, a między nimi nastąpiło to nieme porozumienie, które wypracowali przez wieki wspólnego życia.
– Spakuj suchary i ciepły koc, Etto – rzekł krótko. – Nie możemy cofnąć jego kroków, ale możemy go wesprzeć. Ruszam na szlak. Kto idzie ze mną?
c.d.n.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
To co mi się najbardziej podoba w tych opowiadaniach to solidarność nie ważne co się dzieje przyjaciele nie zostawia ciebie samego ❤️🌿
Znów dzieje się coś tajemniczego, mędrzec Thalendir dzięki swej mądrości i doświadczeniu już wyczuł zagrożenie, ale dlaczego ruszył sam? Czyżby chciał w ten sposób chronić pozostałych mieszkańców, nie przestraszyć ich? Zapowiada się ciekawie, to będzie ekscytująca wyprawa, pewnie też niebezpieczna, ale coś mi mówi, wszystko skończy się pomyślnie🤔🤞❤️🌳🌿🌱🍃🍂🍁✨️