Jakiś czas temu poprosiłam Was o napisanie Waszej wersji historii o małym Szeptaku, mieszkającym za słoikiem z guzikami.
Okazało się, że każdy z Was przyniósł ze sobą zupełnie inną wrażliwość, inny kolor futerka i inne małe sekrety, więc to dzięki Wam z jednej opowiastki wyrosła cała rodzina tych małych stworzonek.
Złożyłam Wasze słowa w jedną opowieść 😘
W najciemniejszych kątach pracowni krawieckiej Eriki mieszkała rodzina Szeptaków – niewielkich stworzonek, które były tak sprytne i ciche, że tylko uwaźne oko mogło je dostrzec.
Najstarszy z rodu, dziadek, bez trudu mieścił się w starym, wiklinowym koszyku na chleb. Jego futerko miało ciepły, głęboki kolor leśnych grzybów, a zamiast uszu miał dwa puszyste pasemka, które nieustannie czyścił małą szczoteczką. Na głowie z dumą nosił finezyjną czapeczkę, którą sam uszył z wysuszonego liścia lipy. Staruszek żywił się wyłącznie gęstymi zupami, które po kryjomu warzył w naparstku z leśnych jagód i polnych ziół, a wszystko to popijał chłodnym, owocowym kompotem. Kiedy w pracowni zapadała noc, mościł się w bezpiecznych zakamarkach, wyścielonych miękkimi pędami, pilnując spokoju reszty rodziny. Potwornie bał się tylko jednego – dalekiego, głuchego wycia wilków, które jesienią niosło się od strony lasu. Gdy tylko słyszał ten dźwięk, natychmiast chował się głęboko pod wiklinowe gałązki.

Tuż obok niego (w kieszonce na zegarek w starej, znoszonej kamizelce), mieszkał najbardziej poetycki z Szeptaków. Jego futerko miało niezwykły, głęboki odcień indygo, a zamiast uszu miał dwa lśniące, srebrne cekiny, które łapały blask księżyca. Głowę tego malucha zdobiła finezyjna czapeczka uszyta z płatka wysuszonego storczyka. To stworzonko było niezwykle delikatne – żywiło się wyłącznie zapachami świeżych bel lnu i wełny, a piło łzy wzruszenia, które Erika ukradkiem uroniła nad swoim najpiękniejszym dziełem. Kiedy nikt nie patrzył, ten mały artysta zajmował się podmienianiem szpulek z nićmi. Dbał o to, by najzwyklejsze ubrania zyskiwały tęczowe szwy. Miał niezwykły talent do zaczarowywania tkanin; każdy, kto zakładał uszyty w tej pracowni płaszcz, natychmiast zaczynał pod nosem nucić wesołe piosenki.

W tej samej pracowni, w małym naparstku leżącym blisko poduszki ze szpilkami, mieszkał kolejny Szeptak – o futerku w kolorze słodkiego, rudego karmelu i z maleńkimi pędzelkami na czubkach uszu. On z kolei nosił czapeczkę zrobioną z kawałka aksamitnej wstążki, którą Erika odcięła jako zbędny skrawek. Ten Szeptak żywił się okruchami maślanych ciastek i zbieranymi z okna kroplami porannej rosy. Kiedy pracownia cichła, on wyciągał z zakamarków porzucone guziki i z wielką cierpliwością szył dla nich maleńkie, wełniane ubranka. Miał też niezwykły dar – potrafił wysłuchiwać ludzkich sekretów, które krawiec mruczał do siebie pod nosem podczas pracy.

Obok niego krzątał się jego brat – cichy i minimalistyczny, o futerku czystym i białym jak świeża śmietana. Zamiast uszu miał dwa cieniutkie wąsiki-pręciki, a na głowie nosił miękką czapeczkę zrobioną z kłębka waty, z której zwieszał się maluteńki pomponik na krótkiej niteczce. Ten Szeptak był niezwykle skromny: jadł wyłącznie pojedyncze ziarenka maku i pił czystą wodę. Godzinami potrafił przeglądać kolorowe skrawki materiałów, które spadły ze stołu krawieckiego. Cechował go genialny talent do dobierania barw – to on układał skrawki tak, by Erika o poranku od razu wiedział, które kolory będą do siebie idealnie pasować.

W najgłębszym cieniu mieszkał Szeptak o wielkim sercu. Miał futerko ciemne jak nocne niebo, a zamiast uszu – dwie małe szpileczki. Głowę chronił czapeczkę z liścia klonu. Żywił się wyłącznie młodym, zielonym mchem, a pił kropelki rosy. Choć sam potwornie bał się potworów wydających ostre, metaliczne dźwięki, całe swoje małe życie poświęcał na pomaganie innym. Zawsze wiedział, czego w danym momencie potrzebują jego bracia – potrafił bezbłędnie trafić z pomocą dokładnie tam, gdzie ktoś poczuł się smutny lub bezradny.

I był jeszcze jeden, najbardziej niesforny z całej gromady, który twierdził, że jest tak malutki, iż potrafi zmieścić się w samych… szeptach. Jego futerko mieniło się wszystkimi kolorami tęczy, a zamiast uszu miał dwa małe nadajniki, którymi wyłapywał najcichsze drgnienia powietrza. Nosił czapeczkę z lnu w kolorze khaki, żywił się komarami, a wolne chwile spędzał na studiowaniu dawnej, zapomnianej magii natury. Posiadał też kruczoczarny, ptasi ogonek i mały dziób, a kiedy ogarniał go strach, ciarki przechodziły go od stóp aż po same pióra.

Cała ta rodzina, choć tak bardzo różniła się od siebie wyględem i zwyczajami, dzieliła dwa wielkie, wspólne lęki. Wszyscy potwornie bali się nagłych, głośnych krzyków oraz tego jednego, przerażającego dźwięku – skrzypienia i zgrzytu otwieranych, wielkich krawieckich nożyc.
Gdy tylko to metaliczne cięcie niosło się po pracowni, Szeptaki w ułamku sekundy uciekały ze swoich stanowisk. Chowały się pod wielką poduszkę pełną szpilek, w mysie dziury albo pod stosy kolorowych, ciepłych skrawków materiałów, tuląc się do siebie.
Kiedy jednak przychodził wieczór, wszystkie stworzonka – jedno po drugim – podchodziły cicho do wielkiego okna pracowni. Stawały rzędem na drewnianym parapecie, wpatrując się w błękitną mgłę za szybą, i cichutko szeptały, by pożegnać dzień, który właśnie mijał.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Świetne opowiadanie. Szeptaki są urocze i słodkie. Każdy jest wyjątkowy ❤️. Pozdrawiam serdecznie i miłego wieczoru🌌
Jakże cieszę się, że jednak uwględniłaś pomysły podrzucone ci przez ludek. Jestem pewny, że każdy pomysł został potraktowany przez Ciebie z wielką uważnością i olbrzymią troskliwościa. Widzę, że i moje maleństwo zostało dopracowane i z nieporadnego lekko prymitywnego stworka, stał się milutką istotką, posiadającą swoje miejsce w rodzinie i wypełniającą swoje zadanie.
Wyjątkowa opowieść, pełna magii, uroku i słodyczy, milutkie są te Szeptaki, każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju, tak, jak ich pomysłodawcy, niestety w natłoku codziennych obowiązków nie mogłam znaleźć się w ich gronie, ogromnie żałuję, ale może jeszcze nadrobię zaległość, dla samej przyjemności wykreowania własnego szeptakowego stworka, całuję mocno wszystkie Szeptaczki, dobranoc, a strachy niech idą precz🥰😘❤️❤️❤️😴💤💤💤🌛🌠🌌🌳🌿🍃🍂🍁✨️