W Lesie z Mchu i Paproci zmieniło się ostatnio tylko jedno – Baryłka urósł. I to nie tak odrobinę, jak rosną małe leśne skrzaty. Baryłka podciągnął się w górę tak bardzo, że jego dawne ścieżki nagle zrobiły się jakby o połowę węższe, a gałęzie młodych brzozowych drzewek bez przerwy czochrały go po karku. Choć zyskał potężne niedźwiedzie łapy i barki szerokie jak dębowy pień, w jego wielkiej głowie wciąż mieszkał ten sam dziecięcy, słodki rozumek nastawiony wyłącznie na szukanie miodu.
Dziś rano wielki Baryłka postanowił pobawić się ze swoją siostrą Iskrą w chowanego, dokładnie tak, jak robili to wiosną.
Problem polegał na tym, że dawne kryjówki Baryłki dziwnym trafem przestały działać. Najpierw spróbował schować się za kępą leśnych paproci. Przysiadł, starając się być jak najciszej, zamknął oczy i czekał. Kiedy Iskra podeszła bliżej, od razu parsknęła śmiechem.
– Baryłko, przecież wystajesz nad te paprocie na trzy łokcie! I cały czas poruszasz uszami! – zawołała wesoło.
Niedźwiedź otworzył jedno oko, podrapał się po potężnym boku i westchnął ciężko. Przecież wiosną te paprocie były ogromne! Postanowił więc znaleźć coś bezpieczniejszego. Wybór padł na starą, spróchniałą wierzbę z dziuplą, w której dawniej mieścił się bez problemu.
Baryłka podszedł do drzewa, rozejrzał się konspiracyjnie i spróbował wcisnąć do środka choćby głowę. Weszła idealnie. Zachęcony sukcesem, pchnął mocniej potężne barki i… wierzba wydała z siebie głośny, ostrzegawczy trzask. Następną rzeczą, jaką usłyszała mama niedźwiedzica drzemiąca na polanie, był przeciągły jęk jej syna.
Baryłka utknął. Z dziupli wystawał tylko jego wielki, puszysty tył, który teraz rozpaczliwie machał ogonkiem na wszystkie strony, oraz potężne tylne łapy, którymi miś próbował zaprzeć się o mech.
– Mamo! Iskra! Las się skurczył! Ktoś pomniejszył moją wierzbę! – dudnił ze środka drzewa stłumiony głos Baryłki.
Iskra aż pokładała się ze śmiechu, a mama niedźwiedzica tylko pokręciła z pobłażaniem głową. Podeszła powoli do drzewa, zaparła się mocno i jednym potężnym szarpnięciem za puszysty ogon wyciągnęła syna z pułapki. Baryłka potoczył się po mchu niczym wielka, kudłata kulka, prosto pod nogi idącej właśnie z pasieki Mistrzyni Abeji.

Wielki miś usiadł, otrzepał futro z kawałków kory i spojrzał na Abeję swoimi wielkimi, niewinnymi ślepiami.
– Pani Abejo, w tym lesie dzieją się dziwne rzeczy. Drzewa maleją, paprocie uciekają, a ja tylko chciałem się schować – mruknął zawstydzony.
Abeja uśmiechnęła się ciepło, patrząc na tego wielkiego olbrzyma, który wciąż zachowywał się jak mały puszysty niedźwiadek. Wyciągnęła z koszyka mały, gliniany słoiczek płynnego miodu i postawiła przed nim na mchu.
– Las wcale się nie skurczył, mój wielki Baryłko – powiedziała cicho, gładząc go po wielkim uchu. – To ty po prostu rośniesz na dumniego, silnego niedźwiedzia. Ale twój apetyt na słodkie, jak widzę, wcale nie urósł. Dalej mieści się w małym słoiczku.

Baryłka natychmiast zapomniał o skurczonych drzewach. Wsadził wielki paluch do słoika, oblizał go z błogim uśmiechem i stwierdził, że bycie dużym miśkiem ma jednak swoje plusy – przynajmniej słoiki z miodem wydają się teraz o wiele poręczniejsze.
🌿 Drogi Wędrowcze!
Nasz Baryłka rośnie jak na drożdżach, ale jego słodkie serce i mały rozumek wciąż są takie same! Pamiętasz moment z własnego życia, kiedy nagle uświadomiłeś sobie, że jesteś już „za duży” na dawne, dziecięce zabawy, a może wciąż masz w sobie coś z takiego leśnego łakomczucha? Napisz w komentarzu! 👇
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Byłem w dzieciństwie u krewnych latem na wsi. Z kuzynem wyprowadzaliśmy krowy, trzy. Były olbrzymie. Po kilku latach, jak znowu do nich trafiliśmy okazoło się, że krowy wcale nie są takie duże, a i ciocia jakoś się zmniejszyła😊
Wiesławie, dokładnie o to chodzi! To niesamowite, jak pamięć z dzieciństwa potrafi wyolbrzymić otaczający nas świat. Dla małego brzdąca krowa czy wiejska stodoła to przecież obiekty wielkości zamku, a ciocia wydaje się najwyższą osobą na ziemi. Nasz Baryłka przeżywa teraz dokładnie to samo zdziwienie – stoi zakłopotany pośród paproci i zachodzi w głowę, kto mu podmienił bór😁🌿
U mnie było to wtedy gdy nie mogłam już bujać nogami na wysokim krześle w domu. Moim ulubionym😊
Moja mama się cieszyła że urosłam, bo bujanie nogami pod stołem zawsze ją denerwowało 🤣🤣🤣🤣
Ja to dopiero bujałem się jak sięgałem nogami podłogi. Z całym krzesłem się bujałem, albo z taboretem. Mama miała mi za złe, że psułem meble😁😁💚
Danusiu, uśmiałam się do łez z tego bujania nogami! Wyobrażam sobie ulgę Twojej mamy, kiedy w końcu stopy dotknęły podłogi i nastała upragniona cisza przy stole. To niesamowity, bardzo namacalny symbol dorastania – moment, w którym ukochany mebel nagle robi się dziwnie mały. Nasz Baryłka ma teraz dokładnie ten sam problem, bo z jego perspektywy to nie on urósł, tylko cały bór i pasieka wokół niego złośliwie się skurczyły 😊