Mroczna Puszcza nie witała wędrowców śpiewem ptaków ani ciepłym powiewem wiatru. Gdy tylko Sylwion, Lioriel, Earyn i Aarien przekroczyli niewidzialną granicę boru, otulił ich znajomy, błękitnoszary półmrok. Pomiędzy wiekowymi, pokręconymi dębami snuła się srebrzysta mgła, ale tym razem była inna – niespokojna, drżąca, jakby samo serce puszczy przeczuwało cel ich podróży.

Sylwion szedł na przedzie, kurczowo ściskając zawinięty w gruby len, pęknięty i czarny kostur Thalendira. Młodzi strażnicy rozglądali się z fascynacją, wspominając lekcje magii, które tu odebrali. Dla nich Eladriel była potężną, ciepłą mentorką. Nie mieli pojęcia, że może mieć inne oblicze.
Gdy dotarli pod Wielki Dąb, u stóp którego budziła się niegdyś zapomniana magia, Eladriel już na nich czekała.
Stała wyprostowana. Jej siwe włosy lśniły w półmroku, a chłodne, bystre oczy natychmiast omiotły przybyłych. Na widok Lioriel na jej twarzy pojawił się blady cień matczynej troski. Jednak gdy jej wzrok spadł na dłonie Sylwiona i spoczywające w nich czarne, porażone zniszczeniem drewno – Eladriel zamarła.
Natychmiast błękitnoszary półmrok wokół nich zgęstniał, a korzenie dębów zatrzeszczały cicho.
– Przynosicie do mojego domu trupa – odezwała się Eladriel, a jej głos, choć cichy, ciął powietrze niczym lodowaty północny wiatr. – I to trupa kogoś, kto sam wybrał milczenie.
– Babko! – Lioriel postąpiła krok naprzód, wyciągając dłonie. – Las milczy. Czarna zima pożera magię torfowisk, a Thalendir… Thalendir uległ cieniowi. Ty jedna potrafisz rozbić ten mrok. Pomóż mu. Pomóż nam!
Eladriel powoli podeszła do Sylwiona. Patrzyła na matowy, pęknięty kryształ zwieńczajacy kostur Thalendira. Jednak w jej oczach nie było cienia współczucia. Błysnęła w nich dawna, dumna i niszczycielska uraza.

– Chcecie, bym ratowała Pierwszego Strażnika? – rzekła z lodowatym uśmiechem, przenosząc wzrok na trzęsącego się Sylwiona. – Tego, który wolał oddać swoje serce ulotnej chwili niż wiecznej magii? Tego, który wzgardził moją potęgą i oddaniem dla śmiertelnej kobiety?
Młodzi strażnicy spojrzeli po sobie z głębokim zdezorientowaniem. Aarien opuścił łuk, a Earyn zamarł. Nie rozumieli tych słów. Sylwion natomiast zacisnął zęby, a z jego piersi wyrwało się ciężkie, drżące westchnienie. Stary grzech, o którym milczał przez wieki, właśnie stawał przed nimi w pełnej krasie.
Sylwion pamiętał tamte dni, zanim Mroczna Puszcza zamknęła swoje wrota. Pamiętał młodą, dumną Eladriel, której serce biło tylko dla jednego elfa. Ofiarowała Thalendirowi wszystko – swoją nieśmiertelność, potęgę i magię, gotowa spleść ich losy na całe stulecia. A on nosił pod sercem pamięć o Lyrze. Kruchej, ludzkiej kobiecie, której śmiech brzmiał jak deszcz uderzający o paprocie. Thalendir odrzucił miłość elfkiej wiedźmy, wyznając, że dla jednego spojrzenia Lyry oddałby całą swoją wieczność. Gdy ludzkie życie Lyry zgasło, Thalendir zamknął serce przed światem. Zostawił Eladriel z raną, która przez stulecia wyżarła w jej duszy czarną, nieprzeniknioną dziurę.
Dla Eladriel nie było większej zniewagi niż świadomość, że przegrała z istotą tak kruchą i śmiertelną, którą czas tak łatwo obrócił w proch. Ze zranionej miłości narodziła się nienawiść. Z odrzucenia – uraza twardsza niż najstarsze dęby.
– Eladriel… – zaczął błagalnie Sylwion, zniżając głos. – Minęły wieki. Los całego Lasu wisi na włosku. Jeśli nie uratujemy jego wiedzy, czarna zima pożre również Mroczną Puszczę. Twoja duma jest ważniejsza niż życie nas wszystkich?
Wiedźma postąpiła krok ku staremu elfowi.
– Moja duma? – syknęła, a w jej oczach wezbrały dawno skrywane łzy wściekłości. – To on zamroził mój świat na stulecia! Skoro uważał ludzką, kruchą miłość za cenniejszą niż moje oddanie, niech teraz bezduszne maszyny ogrzeją jego lodowate serce. Niech czarna zima da mu to, czego szukał. Ja nie ruszę palcem dla kogoś, kto podeptał moje serce dla garści prochu.
Lioriel patrzyła na babkę z przerażeniem. Zrozumiała, że ta walka to nie tylko wojna z cieniem – walczą również z żalem, który czekał na ten moment przez wieki.
C.D.N.
Pierwsza część tej sagi:
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Jeśli zostawisz swój e-mail, to w każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Co tydzień znajdziesz w nim nową niespodziankę! Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Zraniona miłość,nawet po latach boli.💔 Niszczycielską złość i sumo nie są dobrymi doradcami. Cała nadzieja w młodych to oni muszą zmiękczyć serce wiedźmy. W końcu to dla młodych pokolwn trzeba ocalić las.
Ktoś kiedyś powiedział: „Miłość sięga dachów całego miasta, w którym mieszka kochana osoba, nienawiść ogarnia cały kraj”.