Aelwion i zagubiony wędrowiec. Opowiadanie fantasy z Lasu z Mchu i Paproci

Rozdział 1.

Aelwion stał na skraju urwiska nad Dzikim Potokiem. Spieniony, rwący nurt rzeki niespodziewanie przyniósł ze sobą coś, co zmroziło krew w żyłach Strażnika – głośny, rozdzierający krzyk o pomoc.

Wielka woda, wezbrana po nawałnicy na Rubieżach, niosła ze sobą potężne, połamane pnie drzew, które z impetem uderzały o ostre, granitowe głazy. Pomiędzy lodowatymi falami, kurczowo trzymając się śliskiej kłody, walczył o życie młody Wędrowiec. Chłopak tracił już siły, a nurt nieubłaganie pchał go prosto w stronę Śmiertelnej Kaskady – potężnego, kamiennego wodospadu, z którego upadek oznaczał pewną śmierć.

Łagodność i stoicki spokój Aelwiona zniknęły w ułamku sekundy. W tym spokojnym dotąd elfie obudził się surowy gniew rwącej rzeki, podbity latami niezłomnej dyscypliny. Zanim bowiem Aelwion został Przewodnikiem i uciekł w wysokie, dzikie góry, by wałęsać się po skalnych graniach w poszukiwaniu ciszy, przez dwadzieścia długich lat służył jako Zawiadowca na Trakcie Srebrnych Szyn. Pilnował tam żelaznych rozkładów jazdy, bezpieczeństwa krasnoludzkich wagonów i porządku na leśnych szlakach. Dwie dekady patrzenia na niebezpieczeństwo nauczyły go, że w obliczu katastrofy sekundy decydują o życiu.

– Drin! Do mnie! – Jego potężny, basowy głos ryknął nad urwiskiem niczym uderzenie pioruna podczas letniej burzy. Ptaki w sitowiu zamarły, a zielony smok w ułamku sekundy poderwał się do lotu, rozpościerając potężne skrzydła nad wodą.

Aelwion nie czekał. Zbiegł po stromych skałach z dębowym kosturem w dłoni, przeskakując po mszystych głazach tuż nad krawędź szalejącego żywiołu. Wędrowiec trzasnął ramieniem o wystający kamień, wypuścił kłodę i zaczął tonąć, porywany przez wiry.

– Chwyć kostur! – huknął stary Przewodnik, wychylając się niebezpiecznie nad spienioną otchłań i zapierając się o granitowy blok.

Starszy elf Aelwion ze srebrnymi włosami wyciąga zza dębowy kostur w stronę młodego człowieka tonącego w spienionej rzece górskiej.

Chłopak ostatnim wysiłkiem woli wyrzucił rękę w górę i zacisnął zsiniałe palce na twardym drewnie dębu. W tym samym momencie z góry runął na nich oderwany przez prąd, wielki pień sosny, który gnał prosto na głowę Wędrowca. Gdyby nie natychmiastowa reakcja, zmiażdżyłby chłopaka na miejscu.

Wtedy nad wodą błysnęły złote oczy. Smok Drin zanurkował z wrzaskiem prosto w nurt, wbił potężne pazury w płynące drzewo i z niesamowitą siłą szarpnął je w bok, łamiąc pnie z głośnym trzaskiem i osłaniając ratowanych. Aelwion, czując że chłopak traci przytomność, napiął mięśnie i jednym zdecydowanym szarpnięciem wyciągnął bezwładne ciało Wędrowca z lodowatej paszczy rzeki prosto na suchy, bezpieczny mech.

Wąwóz nagle ucichł. Aelwion stał nad dyszącym ciężko chłopakiem, a jego srebrne włosy, mierzwione przez chłodny wiatr, ociekały wodą. Spojrzał na uratowanego, potem na smoka, który lądował ciężko obok nich, i poprawił swój zniszczony pas.

– Następnym razem, młodzieńcze, słuchaj szumu rzeki, zanim postawisz stopę na trakcie – mruknął pod nosem Aelwion z głębokim, ironicznym spokojem, choć w jego zielonych oczach błyszczała czysta ulga. – Dziki Potok nie lubi nieproszonych gości, którzy nie umieją pływać.

Rozdział 2.

Aelwion przyniósł młodzieńca do swojej skromnej, ukrytej w skalnej szczelinie chaty, i natychmiast rozpalił ogień. Chłopak był lodowaty, a jego ubranie przesiąkło zsiniałą wodą Dzikiego Potoku. Stary Strażnik narzucił na jego wąskie ramiona swój własny, gruby wełniany płaszcz i cierpliwie czekał, aż chłopak odzyska przytomność, podczas gdy zielony smok Drin grzał kamienną podłogę swoim ciepłym oddechem.

Gdy nieznajomy w końcu otworzył oczy, w jego spojrzeniu nie było widać hardości ani dumy. Był tam tylko czysty lęk. Chłopak miał blade, niemal chłopięce rysy twarzy, potargane ciemne włosy i dłonie, które wyraźnie nie nawykły do trzymania miecza czy ciężkiej pracy na roli.

– Żyjesz – mruknął basowym głosem Aelwion, nie podnosząc wzroku znad struganego kawałka drewna. – Chociaż rzeka zrobiła wszystko, żeby odprawić cię na tamten świat. Jak cię zwą, młodzieńcze, i co sprowadza kogoś o tak delikatnych dłoniach w te srogie góry?

Chłopak uniósł się ciężko na łokciu, sycząc z bólu z powodu potłuczonego ramienia. Spojrzał na potężnego elfa, potem na wielki łeb smoka i przełknął z trudem ślinę. Usiadł i nieśmiało przemówił.

Młody wędrowiec Santi owinięty grubym ciemnym kocem siedzi przy kominku w kamiennej chacie, za nim czuwa stary elf Aelwion i zielony smok Drin.

– Mówią na mnie Santi – szepnął, a jego głos wciąż drżał od przejmującego zimna. – Nie szukałem kłopotów, panie. Uciekałem. Na Południu straciłem wszystko, co miałem, a trakt przestał być bezpieczny. Słyszałem legendy, że wysoko w tych górach, tam gdzie stary bor styka się ze skałami, można znaleźć schronienie i zacząć wszystko od nowa. Myślałem, że dam radę przejść przez grań przed zmierzchem. Nie wiedziałem, że ta rzeka potrafi tak nagle oszaleć.

Aelwion odłożył nóż i spojrzał surowo na chłopaka.

– Góry nie przyjmują każdego, Santi. One najpierw testują, a ciebie sprawdziły wyjątkowo surowo. Trakt Srebrnych Szyn nauczył mnie, że pasażerowie bez biletu i celu najszybciej wypadają z zakrętu.

Santi spuścił wzrok, mocniej tuląc się do ciepłego płaszcza elfa.

– Nie mam dokąd wracać – szepnął cicho. – Chcę tylko pracować. Mogę nosić chrust, sprzątać, robić cokolwiek. Pozwól mi tylko zostać w twoich górach, choćby na kilka dni, dopóki nie odzyskam sił.

Aelwion wstał, podszedł do okna i spojrzał na gęstniejący mrok nad urwiskiem. Wiedział, że decyzja o przyjęciu obcego, zwłaszcza z ludzkiego świata, nie należy tylko do niego.

Las z Mchu i Paproci miał swoje własne prawa, a o losie zagubionych wędrowców zawsze decydowali ci, którzy pilnowali leśnych ścieżek.


🌿 Drogi Wędrowcze! Los Santiego wisi teraz na włosku…

Młody, poturbowany przez los Santi uciekł z Południa i pragnie znaleźć schronienie w dzikich górach. Stary Strażnik dał mu ciepły płaszcz, ale to od Was zależy, czy chłopak dostanie swoją szansę i wpisze się w historię naszego Lasu na stałe!

Napisz w komentarzu: czy Santi powinien zostać u boku Aelwiona jako pomocnik, ucząc się trudnego życia w górach? A może powinien wyleczyć rany i ruszyć w dalszą drogę, poza granice naszego boru? Wasze głosy zdecydują, co wydarzy się w kolejnym rozdziale! 👇


🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

11 myśli na temat “Aelwion i zagubiony wędrowiec. Opowiadanie fantasy z Lasu z Mchu i Paproci

Dodaj własny

  1. Dobra historia w środku dnia 😊. Myślę że młody chłopak zostanie z Aelwionem i jak już się z nim trochę oswoi to dowiemy się jakie tajemnice skrywa. Kim jest, co potrafi? Dlaczego nie chce wracać? A może od czegoś ucieka?
    Drin już całkiem zgrał się z naszym strażnikiem dobrze działają razem. Pozdrawiam. Miłego dnia❤️

  2. Eleno może połączysz kiedyś nasze ścieżki? Może wyjdzie z tego coś ciekawego. Łączy nas sympatią do Drina😊

    1. Danusia, kolejny ważny głos na „tak”, bardzo dziękuję! Wszyscy czujemy, że za tym nagłym pojawieniem się chłopaka kryje się jakaś większa historia. Skoro dajesz mu szansę, to Aelwion na pewno wyciągnie z niego całą prawdę, a my powoli poznamy sekrety, które Santi przyniósł ze sobą z Południa.

  3. Jestem całym sercem za tym, aby młodzieniec pozostał w naszym Lesie, dostał srogą nauczkę za brak pokory wobec natury, myślę, że jest pojętnym uczniem i jeszcze wiele się zdoła nauczyć od Aelwiona, który pomimo swojej surowej stanowczości Strażnika ma dobrą, wrażliwą duszę, pozdrawiam i z zaciekawieniem czekam na dalszy bieg tej historii😏❤️❤️❤️

    1. Pięknie to ujęłaś, Aniu. Ta lekcja pokory w lodowatym nurcie rzeki na pewno zostanie z nim na zawsze, ale to dopiero początek jego drogi. Pod surowym pancerzem Aelwion skrywa ogromne serce i mądrość, od której młody Santi może się naprawdę wiele nauczyć. Twój głos na „tak” zostaje z radością dopisany do listy! Bardzo dziękuję za Twoje wsparcie dla nowego przybysza i ciepłe słowa. Ścieżki tej dwójki już się splatają! 🌲⛰️✨

  4. Eleno, Ty znasz moją decyzję.
    Po pierwsze nie oceniać. Santi musi wykazać się tu i teraz, tym co potrafi na co go stać, czy potrafi żyć w leśnej społeczności.
    Decyduje większość. Ja jestem za tym by został.☺️

    1. O tak, liczy się to, co tu i teraz, a nie dawne potknięcia z przeszłości. Santi dostanie szansę, by pokazać, na co go stać, a góry i surowa szkoła Aelwiona szybko zweryfikują jego intencje.

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej