Jak olbrzym Hektor szukał pomocy u wróżek. Zabawne opowiadanie fantasy

Hektor, potężny olbrzym z urwiska, potrafił jedną ręką zatrzymać ryczącą falę powodziową i ciskać głazami wielkości chałup, jakby były orzechami. Nie bał się nawałnic, czarnych chmur ani huku pękających skał. Jednak tego konkretnego ranka, trzymając w palcach – ostrożnie, by jej nie pognieść – małą, pachnącą miodem kopertę z zaproszeniem, poczuł, jak uginają się pod nim kolana.

Mieszkańcy doliny, w podziękowaniu za uratowanie ich domostw przed wielką wodą, organizowali wieczorny podwieczorek na skraju lasu. Specjalnie dla niego. Z muzyką, plackami z jagodami i wielką beczką kwasu chlebowego. Rano dzieciaki przyniosły kopertę.

Trójka małych, uroczych elfich dzieci z szpiczastymi uszkami taszczy wspólnie ogromną papierową kopertę z czerwoną pieczęcią na słonecznej polanie.

Hektor wygładził brodę i spojrzał w dół na swoje odbicie w górskim stawie. Jego codzienna, gruba, wełniana szata była doszczętnie poszarpana przez skalne odłamki, umazana brunatnym błotem z rzeki i pachniała… cóż, mokrym psem i zbutwiałym świerkiem.

– Nie mogę tak pójść między elfy – mruknął basowym głosem, od którego zatrzęsły się szyszki na pobliskich gałęziach. – To oficjalne przyjęcie. Trzeba wyglądać… schludnie.

Problem polegał na tym, że Hektor był wyższy niż najwyższe świerki w całym borze. Jego szafa nie istniała, a pojęcie „mody” ograniczało się do przewiązania szaty mocniejszym łykiem wierzbowym. Całkowicie zagubiony, drapiąc się po potężnym karku, postanowił poprosić o pomoc jedyne istoty w górach, które znały się na estetyce – małe górskie wróżki.

Gdy podszedł do Skalnego Wąwozu i zawołał cichutko (co i tak brzmiało jak pomruk nadchodzącej burzy), ze szczelin w granicie wyfrunęła chmara maleńkich, świetlistych istot. Istoty te, wielkości zaledwie naparstka, mieniły się błękitem i złotem.

Trzy piękne leśne wróżki o kobiecych rysach i przezroczystych skrzydłach pędzą z radością przez ciasny kamienny wąwóz w chmarze złotych iskier.

– Hektorze! – zapiszczała przywódczyni wróżek, lądując śmiało na jego ogromnym nosie. – Co sprowadza zbawcę doliny w nasze skromne progi? Do wieczora musisz być gotowy na podwieczorek!


– No właśnie… – bąknął olbrzym, czerwieniąc się aż po czubki uszu. – Nie mam się w co ubrać. Wszystko mam brudne i potargane. Pomożecie?

Wróżki zamarły, po czym wybuchnęły perlistym śmiechem, który brzmiał jak setki małych dzwoneczków.

Wyzwanie było karkołomne. Uszyć coś dla kogoś, dla kogo dąb jest zaledwie marną laseczką do podpierania? Ale górskie krawcowe aż zatarły rączki z uciechy.

– Do pracy, dziewczęta! – skomenderowała szefowa. – Potrzebujemy materiału!

I tak zaczął się najbardziej zwariowany proces krawiecki w historii Lasu z Mchu i Paproci. Hektor musiał stać prosto i nieruchomo przez trzy godziny, starając się nawet nie oddychać, by nie zdmuchnąć swoich nowych projektantek.

Sto wróżek poleciało na nizinne łąki, znosząc w ząbkach setki metrów pajęczej sieci, która – jak powszechnie wiadomo – jest mocniejsza niż najgrubszy jedwab. Kolejna setka zaczęła zrywać liście z najwyższych łopuchów, by ułożyć z nich elegancki, zielony kołnierz. Najtrudniej było z guzikami. Wróżki próbowały użyć wielkich, okrągłych rzecznych otoczaków, ale były za ciężkie i ciągle odpadały od pajęczych nici. Ostatecznie stanęło na wielkich, lśniących tarczach z kory starej sosny.

Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, praca była skończona. Hektor podszedł do lustra wody, by ocenić efekt.

Wyglądał… spektakularnie. Nowa szata z tkanej pajęczyny miała głęboki, grafitowy kolor burzowej chmury. Kołnierz z łopuchów idealnie komponował się z jego rudobrodą aparycją, a sosnowe guziki błyszczały w zachodzącym słońcu. Na koniec wróżki spryskały go mgiełką z soku dzikiej mięty i leśnych poziomek, żeby zabić zapach rzecznego mułu.

Wielki brodaty olbrzym w eleganckiej grafitowej szacie z zielonym kołnierzem z liści przegląda się w czystym górskim stawie, w tle miniaturowy las i wysokie góry.

– I jak? – zapytała wróżka, kiedy przejrzał się w górskim jeziorze.
– Wyglądam… jak król boru – szepnął wzruszony Hektor, a jedna wielka łza spłynęła mu po policzku, o mało nie zmywając trzech wróżek z jego ramienia. – Dziękuję wam, małe przyjaciółki. Bez was chyba po prostu schowałbym się w jaskini.

Wygładził dłonią swoją nową, pachnącą poziomkami szatę, uśmiechnął się szeroko i stawiając ostrożne, lekkie kroki, ruszył w stronę wioski na skraju lasu. Był gotowy na swój pierwszy w życiu podwieczorek.


🌿 Drogi Wędrowcze! Leśna krawiecka narada dobiegła końca…

Jak myślisz, czy pajęcza sieć wytrzyma, gdy Hektor ukłoni się mieszkańcom doliny? Podziel się swoją ciepłą iskierką w komentarzu! 👇

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

4 myśli na temat “Jak olbrzym Hektor szukał pomocy u wróżek. Zabawne opowiadanie fantasy

Dodaj własny

  1. Urocze opowiadanie. Bardzo lubię Hektora😊.
    Magia wróżek sprawi że pajęcza sieć wytrzyma nawet tańce ❤️

  2. To przecież kobiecy tekst: nie mam co na siebie włożyć. A tu facet, olbrzym i nie ma w co się przebrać. Dobrze, że w lesie możma wszystko znaleźć. I tyle sprytnych krawcowych. A czy ciuchy wytrzymają? Myślę tak jak Nutka, ani przysiady, ani hołubce nie dadzą rady wróżkowemu materiałowi 😊🍀🎼🎷🎶🎻

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej