Jezioro Srebrnych Lilii – opowieść z uniwersum Lasu z Mchu i Paproci

Gościnnie Autorka: Danutka Nutka

Promienie słońca przenikały przez korony wysokich sosen, barwiąc niebo na ciepłe odcienie złota i pomarańczy. Powietrze pachniało świeżością poranka. W oddali dzięcioł wybijał swój rytm o pień starego świerku, a delikatny wiatr poruszał gałęziami brzóz, których liście szeptały cichą melodię.

Pośród tej zielonej ciszy ukryte było niewielkie jezioro.
Jego tafla była tak spokojna, że odbijała niebo niczym idealnie wypolerowane lustro. Przy brzegu rosły białe lilie wodne, a nad powierzchnią unosiły się błękitne ważki. Tu i ówdzie pluskały ryby, pozostawiając na wodzie rozszerzające się kręgi.Było to ulubione miejsce Lioriel.

Zdjęła lekką pelerynę i została w stroju do pływania, którego materiał przypominał drobne, srebrzyste rybie łuski. W słońcu połyskiwał subtelnymi odcieniami srebra i błękitu, a delikatna spódniczka poruszała się przy każdym kroku niczym mgła unosząca się nad wodą.

Lioriel podeszła do brzegu i uśmiechnęła się.

– Witaj, moje jezioro.

Zanurzyła stopy w chłodnej wodzie, westchnęła z przyjemnością, a chwilę później wskoczyła do jeziora.
Płynęła lekko i spokojnie, jakby znała każdy jego zakątek. Obracała się na plecy i spoglądała w niebo, gdzie między koronami drzew przesuwały się białe obłoki. Od czasu do czasu śmiała się sama do siebie, rozpryskując wodę wokół.

Elfka Lioriel o długich falowanych włosach unosi się pod powierzchnią krystalicznie czystego jeziora, uśmiechając się radośnie w skromnej, zabudowanej sukni ze srebrno-błękitnych rybich łusek, przez którą przenikają promienie słońca.

Nie zauważyła, że niedaleko ścieżką przechodził Earyn. Wracał właśnie z porannego zwiadu, kiedy usłyszał plusk i śmiech. Zaciekawiony skręcił między drzewa. Po kilku krokach zobaczył jezioro. A potem ją.

Elfka Lioriel z przymkniętymi oczami zanurzona do pasa w czystym leśnym jeziorze, pośród białych lilii wodnych, ubrana w skromną, zabudowaną suknię z długimi rękawami ze srebrnych łusek.

– Lioriel? – zawołał.

Odwróciła się natychmiast.

– Earyn! – Pomachała mu z wody.

– Co ty tutaj robisz?
– To ja powinienem zapytać ciebie.
– Korzystam z najpiękniejszego miejsca w całym lesie.

Earyn rozejrzał się.
Dopiero teraz dostrzegł, jak niezwykłe było to miejsce. Zielone gałęzie pochylały się nad taflą, a światło tańczyło na wodzie tysiącami srebrnych refleksów. Białe lilie kołysały się delikatnie przy brzegu, a ważki przelatywały nad powierzchnią niczym maleńkie błękitne iskry.

Lioriel uśmiechnęła się figlarnie.

– Stoisz tam jak posąg. Chodź.
– Co?
– Popływać.
– Nie planowałem…
– To zaplanuj teraz.

Roześmiała się i rozchlapała wodę w jego stronę. Kilka kropli doleciało aż do brzegu.

– Tchórz! – zawołała z udawanym oburzeniem.

Earyn westchnął teatralnie.

– Nie powinienem dawać się prowokować.
– Ale dasz.

Spojrzał na nią z rozbawieniem. Chwilę później zdjął buty i koszulę, a następnie ostrożnie wszedł do wody.
Lioriel tylko na to czekała. Chlusnęła go wodą z całej siły.

– Lioriel!
– Za wolny!

Zanurkowała. Earyn ruszył za nią, lecz była szybsza. Wynurzyła się kilka metrów dalej, śmiejąc się tak serdecznie, że sam nie potrafił zachować powagi.

– Jeszcze zobaczymy! – zawołał.

Przez następych kilkanaście minut urządzali sobie prawdziwe wodne pojedynki. Ścigali się do starego, powalonego pnia wystającego z jeziora, nurkowali po gładkie kamienie z dna i próbowali nawzajem ochlapywać się wodą.
Las rozbrzmiewał ich śmiechem.
Na tę krótką chwilę zapomnieli o obowiązkach, niebezpieczeństwach i wszystkim, co czekało na nich poza brzegiem jeziora. Liczyła się tylko ta chwila.

Kiedy wreszcie zmęczeni dopłynęli do niewielkiej, piaszczystej wysepki pośrodku jeziora, usiedli obok siebie.
Przez jakiś czas milczeli. Słońce ogrzewało ich mokre ramiona, a ciepły wiatr niósł zapach kwiatów i lasu. Woda cicho uderzała o brzeg wysepki.

Elfka Lioriel w zabudowanej sukni ze srebrnych łusek i elf Earyn w mokrej lnianej koszuli siedzą tyłem ramię w ramię na skale pośrodku szmaragdowego jeziora, z dłońmi delikatnie stykającymi się na kamieniu.

Lioriel zanurzyła dłonie w jeziorze.

– Lubię tu wracać.
– Rozumiem dlaczego.

Earyn spojrzał na nią. Krople wody połyskiwały na jej włosach niczym maleńkie kryształy. Lioriel uśmiechała się, obserwując ważkę, która przysiadła na liściu białej lilii. Była piękna, ale nie jej uroda poruszyła go najbardziej.
Patrzył, jak z dziecięcą radością obserwuje ważkę. Jak zachwyca się migotaniem światła na wodzie i wsłuchuje w śpiew ptaków, jakby cały świat na chwilę zwolnił tylko dla niej.

I nagle zrozumiał, to właśnie dla takich chwil chciał być tam, gdzie była ona.
Jej śmiech od dawna rozjaśniał nawet najtrudniejsze dni. Podczas każdej wyprawy odruchowo wypatrywał jej między drzewami, a kiedy znikała mu z oczu, ogarniał go niepokój, którego nigdy wcześniej nie potrafił wyjaśnić.
Teraz już znał odpowiedź, znalazł ją w tej chwili.
Jego serce znało ją od dawna.
To on dopiero teraz odważył się go wysłuchać.

Lioriel odwróciła głowę.

– Czemu tak na mnie patrzysz?

Pytanie zupełnie go zaskoczyło. Przez chwilę milczał.

– Bo… chyba dopiero teraz naprawdę cię zobaczyłem.

Na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.

– To brzmi bardzo tajemniczo.
– A jednak jest prawdziwe.

Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Śmiech i żarty przycichły; słychać było tylko spokojny szum wody, śpiew ptaków i cichy wiatr poruszający liśćmi lilii.

Lioriel uśmiechnęła się nieśmiało.

– Ja chyba… patrzę na ciebie w ten sposób już od jakiegoś czasu.

Earyn poczuł, jak serce przyspiesza mu w piersi.Powoli uniósł dłoń i odgarnął mokry kosmyk włosów z jej policzka.

Lioriel nie cofnęła się, przeciwnie – przysunęła się odrobinę bliżej.

Zbliżenie na elfa Earyna obejmującego dłonią policzek Lioriel, podczas gdy oboje siedzą na brzegu i patrzą sobie głęboko w oczy w blasku słońca.

– Mogę? – zapytał cicho.

Odpowiedziała lekkim skinieniem głowy.

Ich usta spotkały się w krótkim, delikatnym pocałunku. Nie było w nim pośpiechu. Była niepewność, ciepło i radość z odkrycia czegoś, co od dawna dojrzewało między nimi, choć żadne z nich nie miało odwagi wypowiedzieć tego na głos.

Kiedy odsunęli się od siebie, oboje uśmiechali się szeroko.

Lioriel spuściła na chwilę wzrok.

– To było…
– Zdecydowanie lepsze niż wyścig do pnia.

Roześmiała się.

– Czyli przyznajesz, że przegrałeś?
– Nie.
– Nie?

Earyn uśmiechnął się i spojrzał jej prosto w oczy.

– Jeśli ten dzień skończył się właśnie tak… to mam wrażenie, że wygrałem coś znacznie cenniejszego.

Lioriel splotła swoje palce z jego dłonią.

– W takim razie chyba oboje wygraliśmy.


Jeszcze długo siedzieli na niewielkiej piaszczystej wysepce, zanurzywszy stopy w chłodnej wodzie.
Nad jeziorem krążyły jaskółki. Lilie kołysały się na łagodnych falach, a las otulał ich spokojem.
Żadne z nich nie wiedziało jeszcze, jak bardzo zmieni się ich świat, liczyła się tylko ta chwila.

Jezioro było dla Lioriel miejscem, do którego uciekała, by odnaleźć ciszę.
Tego dnia stało się również miejscem, w którym dwa serca po raz pierwszy zabiły wspólnym rytmem. 

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

5 myśli na temat “Jezioro Srebrnych Lilii – opowieść z uniwersum Lasu z Mchu i Paproci

Dodaj własny

  1. Pływanie, coś co możemy doświadczyć osobiście. Takie poruszanie się w trójwymiarowej przestrzeni. Namiastka lotu. Wolności. Piękno w najczystszej postaci. Lilie, brzozy, świerki. Ptaki, ważki, motyle. Dwie piękne, czyste dusze, które zbliżają się do siebie bez pośpiechu, z pełnym zrozumieniem. I tak powstaje piękne uczucie, głębokie, gotowe by przede wszystkim dawać nie tylko brać.
    Nutka piękne.
    To cały nasz las.

  2. Mam takie wspomnienie z dawnych czasów a las to przyjął i to bardzo ciepło😊w tej opowieści ❤️ dziękuję

    1. Przemieniłaś dawne chwile w czystą, baśniową magię, która od teraz będzie już na zawsze żyła między naszymi mchami i paprociami, karmiąc serca kolejnych wędrowców. To ja dziękuję Ci za ten wyjątkowy dar i za zaufanie, że mogłam ugościć Twoją historię na blogu. ❤️🌿

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej