Poranna rosa wciąż lśniła na pajęczynach rozpiętych między paprociami, gdy Earyn powoli ruszył wzdłuż głębokich odcisków racic przyjaciela. Nie szedł, by go zatrzymać czy zawrócić – pragnął jedynie pożegnać się z bezpiecznej odległości, i życzyć mu powodzenia na dalszą drogę.
Ślady prowadziły głęboko w dębinę, mijając prastare wiązy i skręcając w stronę niedostępnych, gęstych chaszczy, gdzie rzadko zapuszczał się jakikolwiek elf. Powietrze stawało się tam cięższe, przepełnione intensywną wonią zrytej ściółki, żywicy i specyficznym, piżmowym zapachem dzikiej watahy.
Wkrótce miarowy krok elfa ustał. Earyn skrył się za pniem rozłożystego buka i wyjrzał ostrożnie przez zasłonę z liści.
Na leśnej polanie, skąpanej w ukośnych promieniach porannego słońca, tętniło życie. Wataha była spora – kilka dorosłych loch, podrostki i cała gromadka pasiastych warchlaków, które z głośnym kwikiem przepychały się w kępie soczystej trawy. Na samym środku, niczym żywy pomnik, stała sędziwa locha-przewodnik. Jej szczecina była przyprószona siwizną, a mądre, wąskie oczy lustrowały każdy zakamarek polany.
Rumbas stał zaledwie kilkanaście kroków od niej.
Młody dzik wyglądał potężnie, ale w jego postawie nie było agresji – uniósł lekko gwizd, fukając cicho i poddając się ocenie starej przewodniczki. Sędziwa samica podeszła wolno, badając zapach, który przyniósł ze sobą z elfickiej osady. W borze zapadła absolutna cisza, jakby nawet ptaki wstrzymały oddech, czekając na wyrok leśnej matki.
Trwało to długą chwilę, aż w końcu locha wydała z siebie niskie, gardłowe chrumknięcie i spokojnie wróciła do rozgrzebywania ziemi pod dębem. To był znak. Wataha z powrotem zajęła się swoimi sprawami, a jeden z małych warchlaków podszedł bliżej i trącił Rumbasa bokiem, zapraszając go do wspólnego żerowania. Rumbas schylił łeb i po raz pierwszy jako część klanu wbił gwizd w miękki, leśny mech.

Earyn, patrząc na to z ukrycia, poczuł, jak po jego twarzy błąka się ciepły uśmiech. Jego mały warchlak odnalazł swoje przeznaczenie. Elf cofnął się bezszelestnie, nie chcąc zakłócać tego momentu, i ruszył w stronę osady. Wiedział, że od dziś bór ma nowego, potężnego strażnika, a ich przyjaźń – choć teraz pisana innymi ścieżkami – na zawsze pozostanie wyryta w sercu Lasu z Mchu i Paproci.
1 część tej opowieści przeczytasz TUTAJ
2 część tej opowieści przeczytasz TUTAJ
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Historia wywołująca uśmiech 😊. Rumbas znalazł swoje miejsce.
Co tam uśmiech, radość wywołuje
Musiałyście dzisiaj raniutko wstać, żeby popisał ądać Earyna i Rumbasa, ale jaka piękna opowieść powstała. Dzięki za poświęcenie.