Sylwion ostatnio przypomniał sobie, że kiedy byli młodzi, zbierał dla Etty dziką kapustę. Miała niezrównany smak, zwłaszcza gdy Etta kisiła ją w wielkiej, dębowej beczce stojącej w szopie za domem.
Dziś skoro świt otworzył jedno oko. Zazwyczaj w takich momentach stary elf po prostu obracał się na drugi bok, ale tym razem stało się inaczej. Wczoraj przypomniał sobie, jak przed laty, gdy oboje byli jeszcze młodzi, Etta wprost zajadała się tymi kruchymi, lekko gorzkawymi liśćmi. Dzika kapusta nie rosła jednak w sercu boru. Trzeba było po nią iść na same obrzeża lasu, tam gdzie drzewa ustępowały miejsca otwartym łąkom.
Sylwion podrapał się po brodzie, stęknął cicho i wygrzebał się spod kołdry. Skoro już miał tam iść, to nie po jedną marną sztukę. Postanowił zrobić Ecie prawdziwą niespodziankę i przynieść cały zapas.
Zrzucenie ciepłej pierzyny wymagało jednak nie lada determinacji. Chłodne, poranne powietrze natychmiast uderzyło w ramiona, wywołując gęsią skórkę. Sylwion wciągnął szybko ubranie, starając się nie hałasować, i wsunął stopy w ciężkie buty. Każda deska w podłodze zdawała się teraz skrzypieć potrójnie głośno, jakby cały dom sprzysiągł się, by zdradzić jego sekretny plan.
Gdy tylko zatrzasnął za sobą drzwi, rześki poranek ostatecznie wygonił z niego resztki snu. Ścieżka wiodąca w stronę ściany lasu była jeszcze szara, skąpana w gęstej, przyziemnej mgle, która osiadała kroplami na jego spodniach. Idąc, Sylwion układał sobie wszystko w głowie. Myślał o minie żony, gdy zobaczy pełen kosz – o tym błysku w jej oczach i uśmiechu, który zawsze był wart każdego wysiłku. Przecież jedna sztuka to stanowczo za mało. Z każdym krokiem, w miarę jak zapach wilgotnej ściółki stawał się coraz wyraźniejszy, jego początkowa niechęć ustępowała miejsca ekscytacji.
Zanim się obejrzał, wysoka trawa ustąpiła miejsca mchom, a nad głową szumiały mu już pierwsze korony starych drzew.

Początkowo wszystko szło dobrze. Sylwion podśpiewywał, dziarsko maszerując przez około godzinę. Szybko jednak zrozumiał, że to może nie być już tak proste. Kiedyś, za młodu, skakał przez leśne wykroty jak sarna. Cała wyprawa na skraj lasu zajmowała mu chwilę, a potem zostawało jeszcze mnwo czasu na leniuchowanie. Dzisiaj każdy wystający korzeń wydawał się o połowę wyższy niż dawniej. Kolana przy każdym skłonie trzeszczały jak suchy chrust, a plecy po godzinie marszu zaczęły wysyłać bardzo czytelne sygnały ostrzegawcze.
Gdy w końcu dotarł na łąki, na których rosła kapusta, usiadł ciężko na trawie i wytarł pot z czoła.
– Kto to widział, żeby las tak urósł przez te lata – mruczał pod nosem, wracając.
Droga, która kiedyś była krótkim spacerem, tym razem zajęła mu pół dnia. Sytuacji nie poprawiał fakt, że zerwane na łące trzy wielkie, ciężkie główki kapusty z każdym kilometrem zdawały się ważyć tyle, co granitowe głazy. Sylwion taszczył je pod pachami, sapiąc i obiecując sobie w duchu, że przez najbliższy miesiąc nie ruszy się z łóżka.

Gdy późnym popołudniem w końcu dotarł do chaty, ledwo powłóczył nogami. Ledwo trzymał w rękach to zielone, chrupiące i pachnące słońcem naręcze.
Etta stała w progu. Spojrzała na zmęczonego męża, potem na trzy dorodne głowy kapusty i w jej oczach zakręciły się łzy. Nie musiała pytać, jak daleko szedł ani ile go to kosztowało. Wiedziała, że dla kogoś, kto ponad wszystko na świecie kocha całodniowe drzemki, ten całodniowy marsz i dźiganie były największym możliwym dowodem miłości.
– Ty mój stary głuptasie – szepnęła ciepło, podchodząc do niego szybkim krokiem.

Natychmiast przejęła od niego ciężkie, zielone naręcze i odłożyła je na drewniany stół. Chwyciła Sylwiona za pomarszczone dłonie i delikatnie wciągnęła go do wnętrza przytulnej chaty. Posadziła go na najwygodniejszym fotelu, podłożyła mu pod plecy puszystą poduszkę z puchu i pomogła ściągnąć buty.
– Odpoczywaj teraz. Nic już dzisiaj nie musisz robić – powiedziała, gładząc go czule po policzku. – Nawet nie wiesz, jak bardzo mi zaimponowałeś.
Usiadła na oparciu fotela i zaczęła delikatnie rozmasowywać jego spięte, bolące ramiona. Sylwion przymknął oczy i wydał z siebie ciche, mruczące westchnienie ulgi. Całe zmęczenie z przebytych kilometrów nagle zaczęło z niego parować pod wpływem dotyku jej ciepłych dłoni.
– Nawet nie wiesz, jak dawno nie widziałam takich pięknych główek – powiedziała cicho, spoglądając na stół z czułym uśmiechem. – Już ja dobrze wiem, co z nimi zrobię, żeby postawić cię na nogi. Jutro z samego rana pierwszą zakwaszę w dębowej beczułce z leśnym koperkiem, tak jak lubisz najbardziej. Z drugiej upiekę nam na kamieniu te chrupiące placki z dzikim kminkiem. A z reszty… pamiętasz jeszcze ten nasz gęsty, gorący napar, który piliśmy na polanie, kiedy oboje byliśmy młodzi? Ugotuję go cały garnek. Najesz się za wszystkie czasy, mój dzielny strażniku.
Sylwion uśmiechnął się pod nosem, nie otwierając oczu. Warto było potykać się o każdy korzeń i taszczyć te zielone głazy przez cały las, żeby teraz siedzieć w cieple, słuchać jej głosu i czuć zapach nadchodzącej uczty.
🌿 Drogi Wędrowcze!
Stary Sylwion udowodnił, że dla uśmiechu ukochanej warto czasem porzucić najwygodniejsze łóżko. Jak myślisz, który z zapowiedzianych przez Ettę smakołyków najbardziej ucieszy zmęczonego elfa po całym dniu wędrówki? Napisz w komentarzu👇
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Najwspanialsza w tym wszystkim jest wzajemna miłość, zrozumienie i szacunek dla partnera. Robią to za czym przepada druga strona.
Często szukamy wielkich definicji miłości, a ona przecież składa się właśnie z takich małych gestów – z tego, że wiemy, co tej drugiej stronie sprawia prawdziwą radość i potrafimy dla tego uśmiechu pokonać własne lenistwo czy zmęczenie. Sylwion i Etta pokazują, że prawdziwa bliskość to nie wielkie słowa, ale codzienna troska i pamięć o tym, co kocha partner. Pięknie to ująłeś.
Niesamowita z nich para. Mają taki duży staż a dalej chcą się zaskakiwać na wzajem. Te drobne gesty dla drugiej osoby. Które wzbudzają uśmiech i szczęście ❤️
Danusiu, dokładnie tak to wygląda! Często szukamy wielkich recept na miłość, a ona przecież karmi się właśnie takimi drobnymi gestami. To, że po tylu latach wspólnego życia Sylwionowi wciąż chce się maszerować przez cały bór i znosić ból pleców tylko po to, żeby zobaczyć ten błysk w oczach Etty, jest po prostu najpiękniejsze. Obyśmy wszyscy potrafili tak dbać o swoje drugie połówki.