Promienie słońca ledwo przedarły się przez gęste paprocie, a mały Tuk był już na nogach. Poprawił na głowie swoją zieloną czapkę z różowym kwiatuszkiem i raźno ruszył przed siebie. Uwielbiał te poranki, kiedy las dopiero budził się do życia, a krople rosy lśniły na liściach jak prawdziwe diamenty.
Szedł właśnie wąską ścieżką wśród mchu, gdy nagle dosłownie zamurowało go z wrażenia.
Kawałek przed nim, tuż pod rozłożystym świerkiem, wyrosła ogromna rodzina borowików. Dla ludzi byłoby to po prostu udane grzybobranie, ale dla małego elfa, który miał zaledwie piętnaście centymetrów wzrostu, ten widok był niesamowity. Największy z grzybów był tak potężny, że przewyższał Tuka o dobrą głowę, a jego brązowy, aksamitny kapelusz wydawał się szeroki niczym dach małej chatki.
Tuk podszedł bliżej, dotknął delikatnie gładkiej skórki grzyba i aż klasnął w dłonie z zachwytu.
– Ojej, Etta będzie wniebowzięta! – pisnął sam do siebie. – Wyczaruje z tego najlepszą zupę na świecie!
Szybko jednak podrapał się po uchu i zamilkł. Borowiki były piękne, zdrowe i potężne, ale dla takiego malucha – zdecydowanie za ciężkie. Sam nie dałby rady unieść nawet najmniejszego z nich, a co dopiero przetransportować całą gromadkę do kuchni Etty.
Na szczęście w leśnych przygodach nigdy nie był sam. Złożył dłonie w trąbkę i wydał z siebie wysoki, melodyjny gwizd.
Nie minęło pięć minut, gdy zza krzaków dzikich borówek wyłoniła się ruda, puszysta mordka. To był Jantar. Dorosły, mądry lis, który przy malutkim elfe wyglądał jak prawdziwy olbrzym. Jantar podszedł cicho, zniżył głowę i trącił Tuka nosem, aż mszysta czapka przesunęła się elfowi na oczy.
– Co tam znowu wypatrzyłeś, kruszyno? – mruknął ciepło lis, strzygąc uszami.
– Jantar, patrz! – Tuk z przejęciem wskazał na grzyby. – Musimy je zabrać do Etty. Pomożesz mi? Przecież ich tu nie zostawimy!
Jantar powąchał borowiki i pokiwał z uznaniem głową. Sam pysk lisa to było za mało na taki transport, więc obaj szybko wpadli na świetny pomysł. Jantar skoczył w głąb lasu i po chwili przyniósł kilka suchych, porzuconych przez kogoś desek oraz kłębek mocnego sznurka z łyka. Jantar sprawnie przesuwał kawałki drewna tak, by znalazły się obok siebie, a potem przytrzymywał je ciężką łapą, żeby nic się nie przesuwało. Tuk wiązał. Po godzinie minutach wspólnej pracy na mchu stała gotowa, solidna platforma. Na przodzie zamocowali mocne pętle z elastycznych pędów bluszczu.

Załadunek był prawdziwym wyzwaniem. Jantar delikatnie podważał noskiem grzyby, a Tuk, zapierając się z całych sił nogami o podłoże, pomagał im bezpiecznie wturlać się na deski. Kiedy wszystko było gotowe, lis wsunął głowę w uprząż. Platforma była ciężka, ale dla dorosłego lisa taki ciężar to była fraszka. Tuk wdrapał się na sam wierzch, usiadł wygodnie na największym borowiku i zawołał’
– Ruszamy! Kierunek: dom Etty!
Jantar szedł ostrożnie, omijając wystające korzenie, a Tuk co chwilę sprawdzał, czy ich skarb nie spada, i głośno dopingował przyjaciela.
Późnym popołudniem dotarli pod Dom Pod Wiązami. Etta siedziała akurat na ganku w swoim wiklinowym fotelu, pijąc ciepłą herbatę z porcelanowej filiżanki. Gdy usłyszała hałas, poprawiła okulary i spojrzała w stronę ścieżki. Aż zamarła z wrażenia, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Przed gankiem zatrzymał się wielki, rudy Jantar, a tuż przy jego boku stała platforma pełna gigantycznych borowików. Mały Tuk, który sięgał Etty zaledwie do kolan, stał dumny jak paw, opierając się o jeden z kapeluszy.
– Na wszystkie leśne jagody! – zawołała Etta, odkładając filiżankę i podchodząc do nich szybko. – Tuk, Jantar! Skąd przynieśliście takie cuda? Są przecudne!
– Wszystkie dla ciebie, Etto! – zawołał radośnie Tuk, kłaniając się nisko.
Wieczorem w kuchni Etty było ciepło i przytulnie.
Etta krzątała się przy kuchni, a zapach świeżych grzybów z masłem i ziołami rozniósł się po całym Lesie z Mchu i Paproci.
Jantar zwinięty w kłębek drzemał przy piecu, a Tuk siedział dumnie na brzegu stołu, machając nóżkami i opowiadając Etcie i Sylwionowi o każdym kroku ich wielkiej, borowikowej wyprawy.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Udane grzybobranie malutkiego Tuka. Dzięki mądremu lisowi udało się dostarczyć grzyby do Etty❤️🍁
Oj tak, to było wyjątkowo udane i pełne emocji grzybobranie! Bez mądrości Jantara te wielkie borowiki pewnie do teraz rosłyby w leśnym gęstym mchu.
Niby drobna eskapada, a to prawie epos. Niezwykle zwykłe grzybobranie stało się pięknym leśnym „obrazkiem”, przyjaźni, zaufania, bezinteresowności.
Czy to nie powinno być normalnością? Wzajemne umilanie sobie życia.
Dzięki Moniko, że ciągle jeszcze to robisz. Tak mi przykro, że nie potrafię się odwdzięczyć. Ciągle jestem tym biorącym. Nie potrafię za wiele dać.
Wiesiu, nawet tak nie mów! Twoja obecność tutaj, każde dobre słowo i to, jak głęboko czujesz te leśne historie, to dla mnie najpiękniejszy prezent. Dając mi swoje wsparcie i taką wrażliwość, dajesz mi dokładnie to, czego potrzebuję, by pisać dalej. Bardzo Ci dziękuję, że jesteś. Ściskam mocno! 💚🌿
Fantastyczna historia, jak dobrze, że malutki Tuk ma takiego wspaniałego pomocnika, wspólnymi siłami zebrali grzyby i uradowali Ettę, cudownie👏😍🥰😋🍄🟫🍄🟫🍄🟫🌳🌿🍃🍂✨️
Wspólne siły i dobre intencje to najlepszy przepis na leśne przygody. Etta rzeczywiście była wniebowzięta 😁🌿