Błękitne światło, które Eladriel tchnęła w kostur, ogrzewało dłonie Sylwiona przyjemnym ciepłem. Szli na północ w milczeniu.
Sylwion prowadził, kurczowo ściskając odrodzone drewno. Tuż za nim szła Lioriel. Aarien i Earyn, młodzi strażnicy, szli po bokach, z napiętymi łukami, badając wzrokiem każdą kępę krzewów. Na samym końcu, otulona bordowym płaszczem, kroczyła Eladriel. Jej twarz była gładka i nieprzenikniona, ale lód pod jej stopami pękał z głośnym, suchym trzaskiem, jakby sama ziemia buntowała się przeciwko jej obecności.
Im dalej posuwali się na północ, tym bardziej las tracił swoje barwy. Czerwień i złoto doliny ustąpiły miejsca monotonnej, brudnej szarości. Wiatr ucichł zupełnie. Nie było tu słychać nic poza ich krokami. Wszystko zamarło w nienaturalnym bezruchu.
– Kostur rwie się do przodu – szepnął nagle Sylwion, zatrzymując się na skraju rozległego torfowiska.
Kryształ na szczycie kija zaczął pulsować błękitnym światłem, odpowiadając na coś, co czaiło się w głębi mgły. A im dalej szli, tym bardziej wyczuwali, że ziemia pod ich stopami zaczęła rytmicznie wibrować. Zamiast czystego bicia serca lasu, z głębin torfowiska dobiegał miarowy, bezduszny chrzęst żelaza wgryzającego się w korzenie.
– Maszyny – warknął Aarien, mocniej zaciskając palce na cięciwie. – Są tuż pod nami.
Mgła przed nimi nagle się rozstąpiła, odsłaniając makabryczny widok w samym sercu zamarzniętej niecki. Ziemia była tu rozpruta, czarna od smaru i węglowego pyłu. Z głębokich szczelin buchała gęsta, metaliczna para, a wokół ogromnego, żelaznego świdra krążyły mechaniczne ogary – potworne hybrydy stali i czarnej magii.
Jednak to, co zobaczyli w samym centrum maszynerii, sprawiło, że Sylwionowi wypadł z dłoni odrodzony kostur.

W wielkiej, lodowej klatce, oplecionej grubymi łańcuchami, wisiał Thalendir. Jego długa broda była oszroniona, a oczy miał zamknięte. Łańcuchy nie tylko go więziły – z każdym miarowym uderzeniem podziemnego tłoka, z ciała starego mędrca wysysana była zielona, żywa magia, która jasnymi niteczkami płynęła prosto w mechaniczne tryby, zasilając wiertła niszczące las. Nie stał się cieniem z własnej woli. Był żywą baterią, zmuszoną do niszczenia własnego domu.
Lioriel zakryła usta dłonią, tłumiąc krzyk. Sylwion postąpił krok naprzód, gotów biec w stronę przyjaciela, ale Eladriel złapała go za ramię. Jej uścisk był lodowaty, ale gdy Sylwion spojrzał w jej błękitne oczy, nie zobaczył w nich już satysfakcji. Zobaczył przerażenie.

– Jeśli po prostu przetniemy łańcuchy, pęd maszyn rozerwie jego umysł na strzępy – powiedziała cicho Eladriel, a jej głos po raz pierwszy drżał. – Połączyli jego serce z żelazem. Uratowanie lasu oznacza odłączenie go od maszynerii… a to może go kosztować życie.
W tym samym momencie jeden z setki mechanicznych ogarów uniósł stalowy łeb, a jego czerwone, ślepe ślepia rozbłysły w gęstej mgle, prosto w stronę drużyny.
C.D.N.
Jeśli chcesz przeczytać, co było wcześniej:
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Jeśli zostawisz swój e-mail, to w każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Co tydzień znajdziesz w nim nową niespodziankę! Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
To doprawdy przerażające. Jeżeli Thalendir został uwięziony i karmi maszyny swojąebeegia nie tak łatwo będzie je powstrzymać.