Blizny Rubieży. Odkupienie Caladmira – Część 1: Czarny piasek i zimne żelazo

Choć minęło od niego wiele tygodni, rana wciąż paliła Caladmira pod skórą, nie pozwalając odetchnąć. Nie z powodu bólu fizycznego. Ta sina, brzydka blizna, ukryta teraz pod warstwą twardego, nabijanego ćwiekami karwasza, była stałym przypomnieniem tamtej nocy, gdy przez własną chciwość o mało nie stracił jedynego syna.

Uciekł. Odszedł na dalekie Południe, by dać Elorze przestrzeń, o którą tak rozpaczliwie prosiło jej milczenie. Myślał, że odległość przyniesie ulgę, ale ból i wyrzuty sumienia wędrowały razem z nim, ukryte głęboko w skórzanym worku, pośród kilku bochenków suchego chleba.

Garnizon na dalekich Rubieżach królestwa More przywitał go krajobrazem, który drastycznie różnił się od bezpiecznego, zielonego Lasu z Mchu i Paproci. Tutaj bór umierał, ustępując miejsca ostrym, czarnym skałom i wulkanicznemu piaskowi, który chrzęścił pod stopami przy każdym kroku. Powietrze nie pachniało tu wilgotną macierzanką ani dojrzałymi w słońcu porzeczkami. Pachniało siarką, dymem z palenisk i wszechobecnym, chłodnym strachem, który unosił się nad obozowiskiem niczym gęsta, poranna mgła.

Kiedy po tygodniu pieszej wędrówki Caladmir stanął przed ciężkimi wrotami warowni, jego nogi były ciężkie od czarnego, wulkanicznego pyłu.

Ta twierdza, zwana przez tutejszych Żelaznym Gniazdem, była ostatnim bastionem królestwa More przed dzikimi, nieokiełznanymi Rubieżami. Wyrastała prosto z ostrych, czarnych skał, a jej ciosane z ciemnego granitu mury wyglądały, jakby były naturalnym przedłużeniem górskiego grzbietu. Nie było tu okien, tylko wąskie szczeliny strzelnicze, z których strażnicy obserwowali majaczący w oddali, spowity dymem Wąwóz Mgieł. To tutaj, za tymi okutymi żelazem wrotami, zbierali się wszyscy, którzy odpowiedzieli na wezwanie króla – tutaj biło serce frontu.

Caladmir spojrzał w górę na ponure mury i bez wahania przekroczył próg, by zaciągnąć się do oddziału „Złamanych Tarcz”. Była to formacja ochotników, o których w królestwie mówiono niewiele. Wojownicy bez rodowodów, banici, mężowie, którzy zgubili swoje ścieżki i tacy, którzy na froncie szukali nie chwały czy królewskich żołdów, ale po prostu zapomnienia. Albo śmierci.

Stary, jednooki weteran o pooranej zmarszczkami twarzy, który przyjmował jego zgłoszenie, przez dłuższą chwilę przyglądał się rzeźbionej rękojeści myśliwskiego noża Caladmira, który wystawał z torby, a potem przeniósł wzrok na jego ramię.

Portret starszego, surowego weterana wojennego o szczupłej twarzy i siwej brodzie, z czarną opaską na jednym oku. Mężczyzna ma na sobie ciężką, podrapaną zbroję oraz skórzany pancerz z ćwiekami. Siedzi przy starym, drewnianym stole w ciemnym garnizonie, rozświetlonym ciepłym, miodowym blaskiem świec w baśniowym stylu cozy fantasy.

– Elf ze skraju zielonej puszczy – mruknął szorstko, spluwając w czarny piasek. – Za głośno tu dla was, leśne duchy. Czego tu szukasz, chłopie?

– Pokuty – odpowiedział Caladmir cicho, patrząc prosto w przenikliwe, zmęczone oko żołnierza.

Weteran zaśmiał się krótko, chrapliwie, a dźwięk ten przypominał tarcie dwóch suchych kamieni.

– Rubieże nie pytają o grzechy, które zostawiłeś za plecami, bo karmią się wyłącznie teraźniejszym bólem. Tutaj każda dawna blizna szybko dostaje nowe imię. Idź do koszar, rano ruszamy w stronę Wąwozu Mgieł.

Noc w obozie ochotników była głośna i niespokojna. Wokół wielkich, kamiennych palenisk mężczyźni pili cierpkie wino, ostrzyli topory i rozmawiali o stworach, które pod osłoną nocy wyłaziły z podziemnych szczelin. Caladmir nie dołączył do nich. Usiadł samotnie na skraju twardej, drewnianej pryczy w chłodnej izbie, opierając plecy o surowy kamień ściany.

Wyciągnął przed siebie okaleczoną dłoń i powoli rozluźnił rzemienie karwasza. Skóra w blasku dogasającej świecy wyglądała blado. Choć uciekł na sam koniec świata, czuł, że zapach świeżego chleba z kuchni Elory, ciepło małych rączek Leo i miękki, leśny mech wciąż trzymają go mocniej, niż jakiekolwiek kajdany. Dom, który stał się dla nich więzieniem, teraz z oddali wydawał się jedynym rajem, jakiego kiedykolwiek dotknął.

Elfi wojownik Caladmir o długich, miodowo-blond falowanych włosach i spiczastych uszach, siedzący po lewej stronie kadru na surowej pryczy w chłodnych, kamiennych koszarach. Bohater jest pochylony, ubrany w podróżny płaszcz i z głębokim smutkiem wpatruje się w swoją otwartą dłoń z siną blizną. W tle po prawej stronie głębokie, mroczne cienie i nikły blask dogasającej świecy w stylu cozy fantasy.

Zacisnął poranioną pięść, czując piekący skurcz starej blizny. Jutro miał po raz pierwszy spojrzeć w oczy prawdziwemu niebezpieczeństwu. Gdzieś tam, w ciemnych wąwozach Południa, czekała na niego bitwa. Nie wiedział jeszcze, czy zdoła spłacić swój dług, ale wiedział jedno – nie cofnie się ani o krok. Bo jeśli miał zginąć, chciał, by stało się to w obronie świata, w którym jego żona i syn mogli bezpiecznie budzić się każdego ranka.

Koszmar z jaskini minął. Ale prawdziwa walka o odkupienie i prawo do powrotu właśnie się rozpoczynała.


Drugą część tej sagi przeczytasz TUTAJ

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

7 myśli na temat “Blizny Rubieży. Odkupienie Caladmira – Część 1: Czarny piasek i zimne żelazo

Dodaj własny

  1. Caladmir wymierzył sobie ciężką karę. Z czego widać, że jest to nie tylko mądry, ale i szlachetny elf. W przeszłości popełnił błąd, podjął złą decyzję, zagubił się i mógł za to zapłacić zawrotną cenę, na którą nie był przygotowany. Szczęściem w porę zreflektował się i odnalazł właściwą drogę. Dla takich jak on pozostała pokuta, poświęcenie. Caladmir gotów jest zapłacić cenę możliwą dla niego do zpłaty. Chce pokazać, że dla bliskich, dla ich spokoju odda wszystko co ma najcenniejszego. Kontrast widoczny między sielskim lasem, a surowym, groźnym światem skał, jast bardzo ostry. Tym bardziej widać jak mocno jest zdeterminowany by naprawić błędy jakie popełnił.

    1. To prawda – jego determinacja rodzi się z ogromnego poczucia winy, ale też z głębokiej, choć trudnej miłości. On nie szuka wojennej chwały; szuka sposobu, by udowodnić Elorze i samemu sobie, że dla ich bezpieczeństwa odda wszystko…

      1. Masz całkowitą rację – choć Rubieże przywitały go czarnym piaskiem i chłodem, to prawdziwe światło Caladmir ma w sobie i ono w końcu przebije ten mrok.

  2. Trzymam kciuki za Caladmira. Musi zrozumieć że nie tędy droga. Niech wraca do rodziny.

    1. Danusiu, bardzo Ci dziękuję za te słowa i za kciuki dla Caladmira! Masz całkowitą rację – chowanie się przed problemami na dalekim froncie to nie jest rozwiązanie. Droga do domu będzie dla niego trudna, ale na pewno warta każdego kroku.

  3. Caladmir nie jest samotnikiem. Teraz największym bólem dla niego jest tęsknota za synkiem i żoną. Musi być jednak pewny że będzie godny tej swojej rodziny. Wtedy żadne przeszkody nie będą mu straszne. 🪶🪓🗡️⚔️🛡️💣🪠🧺🧹

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej