Kroniki z Mchu i Paproci: Matka Korzeni. Powrót Tkacza Podziemi.

Olej w lampie wypalał się powoli, rzucając na dębowe ściany poddasza długie, drżące cienie. Za oknem Srebrzysty Strumień szumiał miarowo, monotonnie.

Hubert siedział na brzegu siennika, opierając łokcie o kolana. W pokoju pachniało suszonym bzem i rozgrzanym woskiem, który przyniósł na ubraniu z pasieki. Sine światło, które jeszcze kilka godzin temu pulsowało między deskami ula Matki Korzeni, teraz wydawało się żyć pod jego powiekami. Każde mrugnięcie wywoływało te same, ostre obrazy: głębokie, podziemne korytarze, zapach kutej stali, błękitny pył z rozbijanych kilofami skał i ta sama szara, bezszelestna chmura owadów, która strzegła najgłębszych skarbów jego ludu.

Drzwi skrzypnęły cicho. Abeja weszła bez pukania, niosąc w dłoniach mały, gliniany kubek. Usiadła na niskim stołku obok okna.

– Piłam napar z Matką Korzeni – powiedziała, a jej głos był zmęczony, pozbawiony zwykłej energii.

Hubert uniósł brew, patrząc na puste naczynie w jej dłoniach. Abeja westchnęła ciężko, przecierając dłonią czoło.

– Upuściłam trzy krople ich miodu do wrzącego bzu i wypiłam go na wylotku starego ula – wyjaśniła cicho, odpowiadając na jego nieme pytanie. – To stary rytuał pasieki. Przez ten napar Matka Korzeni otworzyła przede mną swój umysł. Zobaczyłam wszystko, p czym ona myśli… i to mnie tak wycieńczyło. Przyniosła mróz, Hubert. Ale nie ten, który przychodzi z kalendarza. Ze wschodu idzie czarna zima, wywołana przez żelazo i maszyny. Moje pszczoły zasną na dobre, jeśli to dotrze do Złotej Pasieki.

Hubert uniósł głowę. Dotknął palcami swojego prawego ucha – spiczastego, delikatnego, tak bardzo niepasującego do sylwetki krasnala.

– Teraz już dokładnie wiem, skąd uciekałem – odezwał się Hubert, a jego głos był niesamowicie czysty, wyprany z dotychczasowego otępienia. – Te uszy… i ten warsztat szewski, który pamiętam. To nie był zwykły warsztat, Abejo. Moje plemię nazywano Tkaczami Podziemi. Byliśmy krasnalami, ale rzemiosło, które uprawialiśmy, to była magia. Garbowaliśmy najszlachetniejsze skóry i łączyliśmy je z kamiennymi naczyniami, w których zamykaliśmy ciepło ziemi, by korzenie prastarych lasów przetrwały najgorsze wieki. Szycie zwykłych butów… to była tylko nasza przykrywka.

Abeja patrzyła na niego w milczeniu.

– Kiedy ze wschodu nadciągnęło żelazo, te potworne, mechaniczne ogary z Dzikich Rubieży wdarły się do naszych pracowni – kontynuował Hubert, a jego palce zacisnęły się w pięści. – To one splądrowały i spaliły mój dom. Szukały naszych skórzanych pieczęci, by zasilać swoje piece. Uciekłem jako ostatni, niosąc w pamięci zaklęcie zamknięcia, a strach i upadek w korzenie sprawiły, że pamiętałem tylko surową skórę, szydło i dym. Ale siny rój mnie rozpoznał. To były pszczoły strażnicze z naszych podziemnych garbarń. One przyleciały ostrzec nas, że te same ogary, które spaliły mój warsztat, są już w naszym lesie.

Z dołu, z podwórza, dobiegło głuche tąpnięcie. Baryłka, wyczuwając powagę sytuacji, poruszył się gwałtownie. Siedział przy wejściu do podpiwniczenia, wielki, brunatny i nieruchomy niczym głaz, pilnując też wejścia do uli, w których schroniła się Matka Korzeni. Jego miarowy, niski oddech rezonował z ziemią, jakby dawał krasnalowi sygnał, że czas działać.

Ogromny brunatny niedźwiedź Baryłka siedzi nieruchomo jak głaz przy drewnianych drzwiach do piwnicy pod korzeniami prastarego dębu

Hubert wstał. Wyszedł na środek izby, podszedł do Abeji i wziął od niej gliniany gar, który przygotowali wcześniej w pasiece.

Młody rzemieślnik z profilu trzyma oburącz duży gliniany garnek pełen gęstej, ciemnej żywicy w jasnym, popołudniowym świetle

– Nie obronimy pasieki słomą ani lnem, Abejo – powiedział twardo. – Ale możemy zamknąć bór przed czarnym mrozem na zawsze.

Zeszli na dół w milczeniu. Noc była przejrzysta, bezgwiezdna, przesiąknięta zapachem nadchodzącej bitwy o przetrwanie lasu. Hubert podszedł do starego kloca pod dębem. Matka Korzeni siedziała na wylotku, jej srebrny pancerz lśnił w blasku księżyca.

Krasnal ukląkł w mchu, przymknął oczy i zaczął szeptem recytować twarde, gardłowe słowa w języku, którego nie używał od lat.

Głos Huberta wibrował, mieszając się z basowym mruczeniem Baryłki i cichym szumem Srebrzystego Strumienia.

Gdy wypowiedział ostatnią sylabę, włożył dłoń do glinianego naczynia i rozsmarował maź z żywicy bezpośrednio na mchu wokół korzeni prastarego dębu.

Widok z góry na dłonie umazane błyszczącą ciemną żywicą wcieraną w zielony mech, od którego rozchodzi się krąg srebrzystego światła

Efekt był natychmiastowy. Sine światło Matki Korzeni wystrzeliło w górę, ale zamiast rozproszyć się w powietrzu, wbiło się głęboko w ziemię. Przez całą polanę, wzdłuż ogrodzenia Złotej Pasieki, przeszła blada, zielono-srebrna fala. Mech stężał, paprocie pokryły się twardą, błyszczącą powłoką, która nie była lodem, ale czystą, skamieniałą magią obronną Tkaczy Podziemi.

Cisza, która po tym nastąpiła, była inna niż wcześniej. Była gęsta i nieprzepuszczalna. Czarna zima ze wschodu mogła nadejść, ale bramy Złotej Pasieki były dla niej zamknięte.

Matka Korzeni uniosła skrzydła, wydała z siebie jeden czysty ton i wraz z całym swoim tysięcznym stadem wślizgnęła się głęboko pod dębowe korzenie, by zapaść w zimowy sen.

Noc zamknęła się nad doliną. Ogień w żeliwnym piecu powoli przygasał, ale trójka przyjaciół siedziała na przyzbie długo po tym, jak księżyc schował się za horyzontem, wsłuchana w bezpieczny, głęboki sen boru, który tej zimy miał nie zaznać żadnego bólu.


Pierwszą część opowieści przeczytasz TUTAJ

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿


Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

4 myśli na temat “Kroniki z Mchu i Paproci: Matka Korzeni. Powrót Tkacza Podziemi.

Dodaj własny

  1. Fascynująca historia. Dowiedzieliśmy się czegoś więcej o Hubercie. Nasz krasnolud odsłonił przed nami kawałek swojej przeszłości.

  2. Jak bardzo bym chciał, żeby rzeczywistość lasu była naszą rzeczywistością. Rzeczywistością, która ciągle jest nieskażona cywilizacją. Dlatego tak bardzo lgnę do takich światów gdzie normą jest dobroć, uczciwość, skromność, odpowiedzialność. Gdzie nie pieniądz i sukces stanowią o człowieku, ale to co potrafi dać innym. Gdzie dawanie opłaca się bardziej niż branie.
    Będziemy bronić tego świata z całych sił.
    Prawda Eleno?

    1. To, czy taka rzeczywistość będzie, zależy i od nas, choć niestety nie w tak dużym stopniu, jak bym chciała. W każdym razie będę się starała, by Las pozostał na zawsze miejscem, o którym mówisz. Będziemy bronić Wiesiu, oczywiście że będziemy. Przy okazji dziękuję Ci, że bardzo mi w tym pomagasz 😘🌿

  3. Niesamowita historia, przepełniona tajemnicą i magią, zgadzam się z Panem Wiesławem, nasza rzeczywistość jest, delikatnie mówiąc, nie taka, jak powinna być, dobro często niknie wśród jej mroków, nie zniknie jednak całkowicie, nie pozwolimy na to, pozdrawiam cieplutko i życzę dobrej nocy❤️🫶❤️😴🌛🌠🌌🌿🌱🍃🍂🍁

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Odkryj więcej z Las z Mchu i Paproci

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej