Opowieść o Echu, które szukało własnego głosu – baśń z Lasu z Mchu i Paproci

W dolinie, gdzie Las z Mchu i Paproci schodził łagodnie ku skalistemu wąwozowi, mieszkało Echo. Nie miało ciała, rąk ani nóg – było po prostu niewidzialnym tchnieniem ukrytym między omszałymi głazami.

Echo miało zadanie, które wykonywało od zawsze. Kiedy ktoś wchodził do wąwozu i wołał: „Hej!”, ono musiało odpowiedzieć: „Hej!”. Kiedy ryczący niedźwiedź pomrukiwał: „Mój bór”, ono posłusznie niosło w świat: „Mój bór”.

Jednak z czasem w Echu zaczęła kiełkować cicha złość. Miało już serdecznie dość bycia papugą całego lasu. „Dlaczego mam ciągle powtarzać cudze myśli? Dlaczego nikt nigdy nie zapyta, co ja mam do powiedzenia? Ja też mam swoje zdanie! Też potrafię tworzyć piękne słowa!”.

Pewnego poranka Echo postanowiło, że z tym koniec. Koniec z bezmyślnym małpowaniem.

Okazja do buntu nadarzyła się niemal natychmiast. Do wąwozu wszedł młody, zarozumiały elf, który zgubił drogę. Zdenerwowany i zmęczony marszem, krzyknął w przestrzeń:

– Ten las jest beznadziejny i głupi!

Zazwyczaj Echo powtórzyło brzydkie słowa, ale tym razem odkrzyknęło z całej siły:

– Sam jesteś głupi! Ty się po prostu zgubiłeś!

Głos odbił się od skał z potężną mocą. Elf aż podskoczył ze strachu, rozejrzał się gwałtownie dookoła, ale nikogo nie zobaczył. Przerażony, że śledzi go jakiś niewidzialny złośliwy duch, zaczął biec na oślep przed siebie. W panice potknął się o korzeń, rozbił kolano i zgubił w gęstwinie swój woreczek na zioła.

Echo z początku poczuło dumę. „Ha! Pokazałem mu! Mam własny głos!” – pomyślało.

Jednak parę godzin później w wąwozie pojawiła się mała dziewczynka z wioski elfów. Szukała zaginionego brata. Była zmęczona, a na jej policzkach lśniły ślady po łzach. Podeszła do skał i zawołała z nadzieją:

– Czy ktoś tu jest?!

Echo, zachłyśnięte swoją nową mocą, postanowiło znowu dumnie zamanifestować własne zdanie. Zamiast odpowiedzieć klasycznym, pocieszającym „…tu jest… tu jest…”, dumnie zawołało:

– Nie ma tu nikogo, idź sobie stąd!

Dziewczynka zamarła. Słowa Echa brzmiały szorstko i groźnie. Rozpłakała się na dobre, usiadła na zimnym kamieniu i ze strachu bała się wykonać jakikolwiek krok, choć jej brat był zaledwie kilkanaście metrów dalej, za zakrętem skalnej ściany.

Baśniowa ilustracja bosej dziewczynki elfki siedzącej ze smutkiem na omszałym kamieniu obok mądrej, wielkiej sowy w ciemnym skalnym wąwozie pod gwieździstym niebem w uniwersum Las z Mchu i Paproci.

Wtedy Echo po raz pierwszy poczuło, że zrobiło coś strasznego. Zobaczyło, jak jego „własne zdanie”, rzucone bez zastanowienia, przyniosło komuś ból i strach. Wąwóz napełnił się ciężką ciszą.

Nagle nad krawędź skał nadleciała stara sowa. Usiadła na gałęzi tuż nas dziewczynką. Po prostu siedziała w bezruchu, przekrzywiając głowę. Echo, zawstydzone swoim zachowaniem, postanowiło tym razem zupełnie zamilknąć. Nie wydało z siebie ani szmeru. Przestało myśleć o sobie, o swojej dumie i o tym, co samo chciałoby wykrzyczeć.

I właśnie wtedy, w tej głębokiej ciszy, którą samo stworzyło, Echo zaczęło słuchać. Naprawdę słuchać.

Usłyszało, jak wiatr delikatnie podpowiada, którędy ucieka ciepłe powietrze z jaskini. Usłyszało cichutkie pękanie gałązek za skałą, gdzie brat dziewczynki próbował rozpalić małe ognisko. Usłyszało przyspieszony oddech małej i zrozumiało, czego ona teraz najbardziej potrzebuje. Nie potrzebowała mądrości Echa. Potrzebowała przewodnika.

Echo zrozumiało, że dotychczas traktowało swoje zadanie jak karę, a tymczasem bycie Echem to wielki dar i odpowiedzialność.

Gdy dziewczynka, łkając, zawołała po raz ostatni:..„Gdzie jesteś, braciszku?” – echo tym razem nie skłamało. Nie wymyśliło też własnej odpowiedzi. Zrobiło coś o wiele piękniejszego. Zebrało cały szum wiatru i z wielką empatią, poniosło ten głos dokładnie za skalny załom, tam gdzie siedział chłopiec.

A gdy ten odpowiedział: „Tutaj!”, Echo delikatnie, jak na miękkich poduszkach z mchu, przeniosło ten dźwięk z powrotem do uszu dziewczynki.

Rodzeństwo rzuciło się sobie w ramiona.

Baśniowa ilustracja bosego rodzeństwa elfów tulącego się z ulgą na ścieżce w ciemnym skalnym wąwozie pod gwieździstym niebem w uniwersum Las z Mchu i Paproci.

Stara sowa na gałęzi mrugnęła wielkim okiem w stronę skał, jakby wiedziała, co się właśnie wydarzyło.

Od tamtego dnia Echo w wąwozie Lasu z Mchu i Paproci znowu powtarza słowa wędrowców. Ale nie robi już tego bezmyślnie. Nauczyło się, że najwspanialsza mądrość nie polega na tym, by za wszelką cenę przekrzykiwać innych swoim własnym zdaniem. Zapamiętało lekcję, jak wielką magią jest potęga milczenia – bo tylko w absolutnej ciszy można naprawdę usłyszeć drugiego człowieka i pomóc mu odnaleźć właściwą drogę.

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌

Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗

Przesyłam ciepłe iskierki!

Elena 🌿

5 myśli na temat “Opowieść o Echu, które szukało własnego głosu – baśń z Lasu z Mchu i Paproci”

Dodaj własny

  1. Droga Eleno, krótka opowieść, ale pełna treści. Mówią, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. W takim sensie, że czasem warto przemilczeć złe słowa, opanować się i nie reagować, nie rozkręcać spirali złych uczuć.
    W historii z tej opowieści chodzi o milczenie skupione na słowie, milczenie i słuchanie. Zrozumienie co mówiący chce nam przekazać. Uważne słuchanie, bez oceniania by wyciągnąć prawidłowe wnioski. By odpowiednio wykorzystać usłyszane słowo. Czasami wesprzeć, czasami po prostu być, czasami odejść.
    W tej opowieści jest jeszcze coś. Coś równie ważnego. Odpowiedzialność za słowo.
    I znowu, tym razem mówiący musi być uważny. Słowa mają ogromną moc. Mogą ranić, upokarzać, krzywdzić nawet uśmiercić. Ale potrafią też ułagodzić złość, przynieść ukojenie, rozradować. Słowo to potężne magiczne narzędzie. Nie na darmo od zawsze ludzie bali się uroków, czrów. Szukali odpowiednich zaklęć.
    Zwykłe dzień dobry niesie w sobie olbrzymi potencjał, albo chciażby uśmiechnij się. Nie mówiąc o dziękuję, proszę, przepraszam.
    Bądźmy dobrymi czarodziejami.
    Tak jak w końcu nasze Echo.

    1. Tylko w tej przestrzeni uważnego milczenia możemy naprawdę spotkać drugiego człowieka, zrozumieć jego intencje i – jak napisałeś – dowiedzieć się, czy w danym momencie potrzebuje naszego wsparcia, samej obecności, czy może właśnie przestrzeni na odejście. Metafora słowa jako potężnego, magicznego narzędzia ogromnie do mnie trafia. Bardzo często zapominamy, jak wielką odpowiedzialność niesie za sobą to, co wypowiadamy. Jedno słowo potrafi ranić na lata, ale te najprostsze, codzienne zwroty, jak „dziękuję” czy zwykły uśmiech, mają w sobie najczystszą, najpiękniejszą magię, która potrafi odmienić czyjś dzień. Nasze baśniowe Echo musiało przejść długą drogę, by to zrozumieć, ale cieszę się, że ta historia skłoniła Cię do tak pięknych przemyśleń. Bądźmy więc dobrymi czarodziejami w naszej codzienności, rzucając wokół tylko te dobre uroki.

    2. Słowa to codzienna magia, a my sami decydujemy, czy użyjemy ich do uzdrawiania, czy do rzucania cieni. Uważne, pozbawione oceniania słuchanie to dziś rzadki dar, który staramy się tutaj w Lesie pielęgnować. To piękna przypomnienie, byśmy każdego dnia starali się być właśnie takimi dobrymi czarodziejami. Cieszę się, że nasze Echo odnalazło tak wrażliwego słuchacza.

  2. Jeżeli nie możesz powiedzieć nic miłego to milcz. Słowa wypowiadane w złości z przekory lub złośliwości ranią i nie da się ich cofnąć.
    Jak będziemy dla siebie mili świat będzie piękniejszy ❤️

    1. Piękne i mądre słowa. Przynoszą niesamowite ukojenie i przypominają o tym, co w naszych codziennych spotkaniach najważniejsze. Nasz bezpieczny las powstał właśnie po to, by chronić przed złośliwością świata i dawać przestrzeń na te dobre, karmiące słowa.

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑