Usiądź blisko ognia, Wędrowcze. Niech ta cicha, leśna baśń fantasy do poduszki utuli Twoje myśli przed nadchodzącym snem… 🌿✨
Rozdział I: Nocny lot małego smoka – Opowieść z Lasu z Mchu i Paproci
Las powoli cichł. Zmierzch wchodził między drzewa jakoś tak nagle, a na zachodzie została już tylko czerwona pręga – jak po zadeptanym ognisku. Mały smok Drin siedział na wielkim kamieniu, tym obrosłym omszałym kożuchem, pod którym wiecznie coś skrobało. Tuż obok, w chłodnym cieniu, płynął potok. Woda była ciemna, ale łapała już pierwsze błyski z góry.

Drin skrzywił łeb, gapiąc się na swoje odbicie. W dzień te jego łuski były wręcz nieznośnie zielone, jaskrawe jak młode paprocie, aż kłuły w oczy. Teraz wreszcie ściemniały. Zrobił się z niego porządny, głęboki szmaragd. Na nocną włóczęgę – w sam raz. Machnął raz i drugi skrzydłami, aż głośno klasnęły o powietrze. Dopiero kilka dni temu po raz pierwszy oderwał się od ziemi, a już wiedział: łapanie wiatru to najlepsze, co go spotkało. Ale to noc nie dawała mu spokoju. Miała w sobie coś takiego, że aż swędziały go podeszwy łap.
Spojrzał w górę. Ponad czarnymi czubami świerków rozlewało się niebo. Wielkie, bezgłośne, nakrapiane gwiezdnym pyłem, jakby ktoś sypnął tam garść soli. Drin wciągnął powietrze, parsknął ciepłą parą, która zniknęła zanim zdążył ją w ogóle zauważyć, i skoczył. Kamień pod jego łapami był jeszcze ciepły od słońca, ale powietrze wyżej – rześkie, aż zatykało.
Wiatr go oszczędzał. Nie musiał nawet machać tymi swoimi jeszcze trochę niezdarnymi skrzydłami. Niosło go samo, miękko, tuż nad koronami starych dębów.
Z góry ten ich Las z Mchu i Paproci wcale nie wydawał się taki znajomy. Zrobił się wielki, obcy i jakoś tak dziwnie sapał w ciemności. Drin leciał nisko. W nosie kręciło mu od zapachów, których za dnia w ogóle nie było: czuł przeorany przez dziki muł, jakieś dzikie, nocne ziele i gęstą, lepką żywicę, która aż lśniła na pniach sosen.
Rozdział II: Co kryje nocny wiatr
Gdy doleciał do polany, wreszcie odetchnął. Wielki Dąb stał na swoim miejscu, ponury i potężny, tuląc w liściach śpiące ptactwo. Kawałek dalej, z komina chatki babci Etty, pykał sobie siwy dymek. Pachniało spalenizną, miodem i tym dobrym, swojskim chlebem, który babcia zawsze przypiekała od spodu. Na ten widok Drin aż mruknął z ukontentowania. Poczuł, że choć świat jest wielki i trochę straszny, to tutaj wszystko jest na swoim miejscu.

Strzelił skrzydłami mocniej, wychodząc wyżej, pod sam księżyc. Tam, nad chmurami, była już tylko głucha, czysta cisza. Srebrne światło oblało mu kark. Lot stał się tak gładki, że Drinowi zwyczajnie zaczęły kleić się oczy. Powieki ciągnęły w dół, jakby uwiązano do nich po kamieniu.
Zatoczył jeszcze jedno, krzywe koło nad potokiem – który z góry wyglądał teraz jak zgubiona w trawie, błyszcząca niteczka – i poleciał do siebie. Wbił się prosto do ciasnej, ciemnej dziupli w starym pniu. Wślizgnął się głęboko, rozgarniając łapami suche liście i sypki mech. Zwinął się w ciasny kłębek, schował nos pod prawe skrzydło, ale pod powiekami wciąż migały mu te setki zimnych iskier nad lasem.
I wszystko w końcu zgasło. Las odetchnął głęboko, a mały smok zasnął, zanim w ogóle zdążył pomyśleć o poranku.
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
No i przypomniały mi się moje młode lata. Pierwsze co studiowałem to była astronomia, a tak bo studiowałem na kilku uczelniach. Astronomia to moja pierwsza miłość. Morza i kratery na Księżycu, czerwony Mars. Jasna Wenus. Jowisz że swoimi czterema księżycami, bo te doskonale widać przez lunetę. Mgławice, gwiazdozbiory. Plamy i protuberancje na słońcu. Moje oczarowanie, zachłyśnięcie. Gdy w górach idziesz nocą, a niebo jest bezchmurne, gwiazdy są tuż nad głową na wyciągnięcie rąk i jest ich tak dużo, i mogę spacrować Mleczną Drgą i nigdy nie jest mi tego dość. Z radością latał będę z Drinem nawet bez drinka😁
Wiesiu… przeczytałam Twój komentarz i po prostu się wzruszyłam, a ta końcówka z drinkiem rozbawiła mnie do łez! 😂 Dziękuję Ci za te piękne wspomnienia. Nie miałam pojęcia, że Twoją pierwszą miłością była astronomia i że tak blisko znasz tajemnice Drogi Mlecznej.
Pierwsze samotne nocne wojaże młodego smoka. Poczuł zew wolności latania w chmurach. Las z góry wygląda jeszcze bardziej baśniowo.
Pierwsze samotne kroki – a właściwie uderzenia skrzydeł – zawsze mają w sobie najwięcej magii, choć i lęku przed nieznanym 💗🌿
„Omne ignotum pro magnifico” napisał Tacyt, a znaczy ni mniej ni więcej: wszystko nieznane wydaje się wspaniałe.