Wieczór na Wybrzeżu Mgieł przyniósł upragniony spokój. Wielkie ognisko na obrzeżach osady trzaskało wesoło, rzucając pomarańczowe iskry wysoko ku rozgwieżdżonemu niebu. Zapach dymu mieszał się z rześką wonią jodu i parzącego się w kociołku naparu z liści dzikiej róży. Mieszkańcy klanu siedzieli blisko siebie, otuleni szarymi kocami z oceanicznego jedwabiu, a miarowy szum fal uderzających o klify tworzył tło dla ich cichych rozmów.
Wszyscy zamilkli, gdy Seanne, siedzący dotąd w cieniu starej, dębowej łodzi, wysunął się bliżej blasku płomieni. Roztarł w wielkich dłoniach garść szorstkiej, morskiej soli, otrzepał ręce o spodnie i spojrzał w ogień. Potem usiadł z nimi przy ogniu.
Wszyscy instynktownie wyczuli, że stary rycerz, który na co dzień nosił znoszoną kamizelkę i rzadko wracał pamięcią do dawnych czasów, tej nocy chce podzielić się z nimi czymś wyjątkowym.

– Pytacie czasem,dlaczego uciekłem z wielkiego świata na ten surowy brzeg – zaczął Seanne, a jego głęboki, niski głos natychmiast uciszył szept wiatru. – Dawno temu, zanim zacząłem patroszyć ryby i naprawiać sieci, moje życie odmierzał chłód żelaza. Należałem do Zakonu Srebrnego Ciernia. Byliśmy rycerzami świtu, powołanymi w czasach, gdy prastare puszcze płonęły od smoczego ognia, a niebo przez całe miesiące było czarne od dymu.
Stary elf poprawił koc na ramionach i uśmiechnął się blado, patrząc na tańczące płomienie, które na chwilę odbiły się w jego źrenicach niczym dawne bitwy.
– Nasze zbroje były kute z lśniącej stali, a każdą tarczę zdobił grawerunek splecionych gałęzi dzikiej róży i ostrych, srebrnych cierni. Starszyzna zakonu uczyła nas, że cierń symbolizuje ból, który musimy wziąć na swoje barki, by chronić tych, którzy sami bronić się nie potrafią. Wierzyliśmy, że zanim na świecie rozkwitnie róża, trzeba najpierw przetrwać najmroźniejszą zimę. To była surowa służba. Nie znaliśmy luksusów, sypialiśmy na twardej ziemi z dłonią zaciśniętą na rękojeści miecza, a naszym jedynym domem było bractwo.
Młodzi rybacy słuchali go z otwartymi ustami, zapominając o kubkach z gorącym naparem. Nawet sędziwa babka przestała na chwilę kręcić swoim drewnianym kołowrotkiem, pozwalając, by srebrzysta nić spoczęła na jej pomarszczonych palcach.
– Pamiętam noc przed bitwą w Dolinie Popiołów – kontynuował cicho Seanne, obniżając głos do szeptu. – Smoki otoczyły naszą twierdzę, a ich ryk kruszył mury i sprawiał, że konie w stajniach szalały ze strachu. Stałem wtedy na murach jako młody chłopak, dokładnie taki jak wy, gdy ruszacie na poranny połów podczas sztormu. Moja tarcza ważyła tonę, dłonie mi się trzęsły, a strach paraliżował gardło tak mocno, że nie mogłem przełknąć śliny. Spojrzałem na mojego mistrza, starego elfa, i zapytałem go, co mam zrobić, jeśli lęk okaże się silniejszy od mojej lojalności wobec zakonu.

Seanne uniósł wzrok na siedzącego naprzeciwko młodego rybaka, któremu rano dodawał otuchy na pomoście, i skinął mu lekko głową.
– Mój mistrz położył wtedy dłoń na moim ramieniu, i powiedział słowa, które wyryły się w moim sercu mocniej niż jakakolwiek blizna: Seanne, strach odwiedzi tej nocy każdego z nas. Nie udawaj, że go nie ma, bo lęk jest prawdziwy jak stal. Ale pamiętaj, że kiedy do drzwi twojego serca puka strach, to odwaga musi wstać z fotela i iść mu otworzyć. Przetrwaliśmy tamtą noc. Nie dlatego, że byliśmy z kamienia, ale dlatego, że poszliśmy w bój pomimo tego, że całe nasze ciała drżały z przerażenia.
Stary elf westchnął cicho i spojrzał w stronę ciemniejącego bezmiaru oceanu, którego fale miarowo rozbijały się o klify.
– Zakon Srebrnego Ciernia rozpadł się, gdy nastał pokój, a świat powoli zapomniał o dawnym mroku. Wielu moich braci nie potrafiło żyć bez wojny, szukali kolejnych bitew, bo ich serca przywykły do szczęku mieczy. Ja wybrałem Wybrzeże Mgieł. Przybyłem tutaj, porzucając zbroję, bo zrozumiałem, że prawdziwa odwaga nie potrzebuje już tarczy ani orderów.
Dzisiaj moja odwaga to codzienne wstawanie o świcie, rzucanie wyzwania morskiemu żywiołowi i dbanie o to, by nasza rodzina miała ciepłe koce na zimę. Ciernie minęły, chłopcze. Została tylko dzika róża, która kwitnie na naszych klifach i przypomina mi o tym, co na świecie jest najważniejsze.
Seanne zamilkł, a nad ogniskiem znowu zapadła cisza. Słychać było tylko trzaskanie palącego się drewna i monotonny, kojący śpiew morza.
Elfie podeszła powoli do ojca, narzuciła na jego szerokie barki puszysty koc z morskiej wełny i podała mu świeży kubek naparu. Seanne ujął go w dłonie, upił łyk i uśmiechnął się ciepło do swoich pobratymców. Pokazał im tej nocy, że pod znoszoną rybacką kamizelką wciąż bije serce najwierniejszego z rycerzy.

🌿 Drogi Wędrowcze!
Seanne odkrył dziś przed nami cząstkę swojej rycerskiej przeszłości w Zakonie Srebrnego Ciernia.
Jak myślisz, co wymaga większej siły – bycie dumnym wojownikiem na polu bitwy, czy odłożenie miecza i budowanie spokojnego, cichego życia od nowa w nieznanym miejscu? Napisz w komentarzu 👇
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Podczas walki, jeśli znasz swoje rzemiosło, pozostaje poznać swojego przeciwnika i pokonać go. Jeśli nie siłą to intelektem. To jest tylko walka, poznanie wroga, pokonanie go, albo porażka. Koniec.
Życie jest nieprzewidywalne. Tu niezbędna jest oprócz woli walki, olbrzymia cierpliwość i opanowanie. Umiejętnoś podnoszenia się po porażkach, uczenie się na błędach i przystępowanie do kolejnych potyczek. Takie mierzenie się z życiem i pozostawanie sobą jest niekiedy niezwykle trudno. Czasami równie ważna jest umiejętność poddawania się. Niepodejmowania walki gdy nie ma ona sensu. W zwykłym codziennym życiu, również jak w walce przeciw wrogom niezbędne jest poświęcenie, wzajemna pomoc, zauważenie kogoś kto stoi obok Ciebie. Ważny jest również szacunek tak jak do wroga, tak do mmaterii z którą przychodzi się nam mierzyć.
Myślę, że odłożenie miecza i rozpoczęcie spokojnego życia wymaga czasem znacznie większej odwagi niż sama walka. Walczyć uczymy się, gdy życie nas do tego zmusza. Ale wybrać spokój, zaufać innym, nauczyć się od nowa codzienności i zbudować coś własnymi rękami – to już wymaga ogromnej siły charakteru. ❤️
Bo prawdziwym zwycięstwem nie zawsze jest pokonanie wroga. Czasem jest nim odnalezienie w sobie odwagi, by przestać walczyć i po prostu zacząć żyć. 🌿
🎼🎷🎶🎶🎻❣️💖💗💝