Szedł szybko. Mgła gęstniała, była nienaturalnie zimna i niosła ze sobą metaliczny posmak, który stary mędrzec Thalendir wyczuwał przy każdym głębszym wdechu.
Kiedy parł raźno przed siebie, opierając się na sękatym kiju, jego myśli krążyły wokół wydarzeń z ostatnich miesięcy. Wszystko, co działo się w Lesie z Mchu i Paproci, od jakiegoś czasu układało się w jego głowie w niepokojącą całość.
Mędrzec pamiętał sierpniowy wieczór, gdy nad Górną Kaskadą pojawił się ranny smok. Aelwion poskromił intruza leśną magią, ale to, co nadeszło tuż za nim, na zawsze zakłóciło spokój Lasu. Mechaniczne ogary z Dzikich Rubieży – hybrydy żelaza i czarnej magii.
Thalendir zamknął na chwilę oczy, wciąż słysząc w pamięci tamten wściekły łomot metalu o granitowe skały. Choć Aelwion odparł atak na granicy, wróg nie zrezygnował. Przeniósł się głęboko pod ziemię.
Kolejny znak nadszedł ze Złotej Pasieki. Siny rój pszczół strażniczych, który obudził uśpioną pamięć krasnala Huberta – ostatniego z Tkaczy Podziemi. Thalendir wciąż słyszał drżący głos Abeji, która po wypiciu naparu z miodu dotknęła umysłu samej Matki Korzeni. „Ze wschodu idzie czarna zima, wywołana przez żelazo i maszyny” – ostrzegała wtedy. Hubert zdołał zabezpieczyć pasiekę, a Matka Korzeni zapadła w bezpieczny sen głęboko pod dębowymi korzeniami.
Tarcza na wschodzie i w podziemiach trzymała mocno. I właśnie to sprowadziło Thalendira na północny trakt.
Mędrzec zatrzymał się na skraju torfowisk, gdzie szron bielił kępy usychających paproci. Spojrzał w niebo. Północny wiatr, o którym w Domu pod Wiązami ze strachem szeptali leśnik Turus i młody Aarien, od trzech dni milczał. Nie niósł ani dźwięków, ani zapachów.
W poszukiwaniu jakiejkolwiek odpowiedzi, Thalendir podszedł do potężnego świerku stojącego na straży torfowiska. Zdjął skórzaną rękawicę i oparł nagą dłoń o spękaną korę pnia. Zamiast znajomego, ciepłego tętna żywicy i cichego pomruku soków krążących wewnątrz drzewa, poczuł jedynie martwy chłód. Drzewo zamierało, jakby coś dławiło je od środka, wysysając całą energię.

„Wróg obszedł nasze zasieki” – pomyślał Thalendir, mocniej zaciskając dłoń na drewnianym kiju. Skoro żelazna zima z Dzikich Rubieży nie zdołała przebić się przez Kaskadę ani podziemne korytarze, znalazła nowe pęknięcie. Nadciągała od północy, powoli wysysając głos z leśnych ostępów, uciszając wszystko co żyło, i mrożąc soki w stuletnich pniach.
Thalendir przyklęknął na wilgotnym, oszronionym poszyciu. Odłożył kostur na bok i położył dłoń płasko na mchu, zamykając oczy. Skupił całą swoją wolę, próbując sięgnąć myślą głęboko pod ziemię, tam, gdzie splatały się najstarsze korzenie. Zamiast czystej, tętniącej życiem magii lasu, jego umysł uderzyło coś obcego. Głęboko w dole, pod warstwami torfu i skał, wyczuł rytmiczne, nienaturalne drżenie. To nie było bicie serca ziemi. To był miarowy, bezduszny puls ciężkich maszyn i zgrzyt żelaza wgryzającego się w żywą tkankę lasu.

Mędrzec gwałtownie cofnął rękę, jakby mech nagle zaczął go parzyć. Otworzył oczy, a jego oddech stał się szybki i urywany. Skala tego, co działo się pod ziemią, przerażała.
Wtedy pomyślał o zasapanym Sylwionie, którego zostawił w tyle parę godzin temu. Po jego twarzy przemknął cień uśmiechu – wiedział, że przyjaciele z doliny bez wahania ruszą jego śladem. Poczują ten sam niepokój, który jemu kazał spakować torbę i wyjść w drogę. Tyle, że z każdą godziną to, co z początku było samotną misją zwiadowczą, stało się wyścigiem z czasem. Nie mógł na nich czekać, musiał iść przodem, by osłonić ich przed tym, co czaiło się w mroku. Ktoś musiał sprawdzić, jak głęboko czarna magia zdołała wbić swoje żelazne szpony w północne korzenie.
Bór milknął, zbierając siły do walki z ukrytym cieniem. A stary mędrzec, stawiając kolejny krok w gęstniejący całun mgły, wiedział, że tym razem las nie obroni się samą tylko ucieczką w sen.
C.D.N.
Pierwsza część tej sagi:
Trzecia część sagi:
Znaki, o których rozmyślał Thalendir, oraz dawne losy leśnych strażników odnajdziesz w tych opowieściach (jesli chcesz przeczytać, kliknij w tytuł):
- Kroniki Strażników Kaskady. Część 1: Popielaty banita – Poznaj początek historii elfa Aelwiona i smoka Drina, którzy jako pierwsi musieli stawić czoła rannemu przybyszowi ze wschodu.
- Kroniki Strażników Kaskady. Część 2: Rdzawe Wyżyny – Zobacz, jak strażnicy odpierali wściekły atak mechanicznych ogarów na samych granicach naszego boru.
- Kroniki z Mchu i Paproci: Matka Korzeni. Tajemnica starego ula – Odkryj opowieść o sinej pasiece, niepokojącym znaku i drżącym głosie Abeji, która dotknęła umysłu lasu.
- Kroniki z Mchu i Paproci: Matka Korzeni. Powrót Tkacza Podziemi – Dowiedz się, jak krasnal Hubert zabezpieczał pasiekę, nim Matka Korzeni zapadła w bezpieczny sen głęboko pod ziemią.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 DOŁĄCZ DO NASZEJ LEŚNEJ RODZINY! 💌
Zostaw swój adres e-mail i usiądź z nami przy wspólnym, leśnym stole. W każdą niedzielę rano dostaniesz ode mnie list. Usiądź wygodnie, rozgość się i odpocznij. Jesteś tu zawsze mile widziany💗
Przesyłam ciepłe iskierki!
Elena 🌿
Robi się mrocznie. Przydała by mu się pomoc. Oby wszystko dobrze się skończyło.
Mrok i zimno nadciągają szybko, ale na szczęście w tym świecie nikt nie zostaje sam. Sylwion i przyjaciele z doliny już przecież szykują się do drogi, żeby ruszyć jego śladem. Też mam wielką nadzieję, że zdążą na czas.
Oj bardzo mrocznie, niebezpiecznie, oby pomoc nadeszła w porę, ale wierzę, że uda się pokonać złe moce i uratować Las, we wspólnocie siła🙏🤞🥺❤️🌳🌿🍃🍂🍁✨️
Nie tylko czas jest potrzebny, jeszcze bardziej chyba wiedza i doświadczenie. Jedno i drugie z jak najbardziej różnorodnych dziedzin. Dobrze, że Thalendir idzie pierwszy, jako czujka, która ma na tyle wiedzy i doświadczenia by móc rozpoznać siłę wroga, a również sposób jego działania. Będzie mógł stworzyć strategię walki z poznanym już wrogiem. A doskonale wie, że przyjaciele kroczą już za nim.